
Rzadko zdarza się, żeby adaptacja wielkiej amerykańskiej powieści była jednocześnie wierna książce, świeża i naprawdę wciągająca. Siedmioodcinkowy serial „Na wschód od Edenu” (ang. tytuł „East of Eden”) trafił na Netflix 1 października 2026 r., a jego twórczyni – Zoe Kazan – zrobiła z niego coś więcej niż pieczołowite przeniesienie słynnej powieści Johna Steinbecka na ekran. To saga rodzinna o rozmachu biblijnej przypowieści, psychologiczny portret zła i gorzka opowieść o amerykańskim śnie. Mocne strony to bezkompromisowa Florence Pugh jako Cathy Ames, doskonała obsada, plastyczny, wręcz namacalny obraz świata początku XX wieku i odwaga, by nie przycinać Steinbecka na siłę. Oglądałem kolejne odcinki z rosnącą fascynacją!
Świat z powieści udało się ożywić na ekranie
Siedem odcinków pozwala na luksus, którego pozbawiony był głośny film z 1955 roku z Jamesem Deanem w roli Cala Traska, czyli na opowiedzenie całej historii trzech pokoleń rodziny Trasków na przestrzeni kilku dekad. Recenzenci chwalą realizm tej produkcji, w której portret Connecticut i Kalifornii na przełomie wieków jest surowy, ciemny, ubłocony i rzadko zaludniony. Kazan opowiada historię, której początki sięgają końca wojny secesyjnej a finałowe wydarzenia rozgrywają się w trakcie I wojny światowej. Zdjęcia, scenografia i kostiumy pracują tu razem – widać kurz, ciężkie tkaniny, ubogie domy i prowincjonalną ciasnotę. Nie ma taniej nostalgii, jest czas, który faktycznie przypomina życie, a nie pocztówkę.

Pomaga też konstrukcja scenariusza. Nieliniowa narracja i mocne role od początku wciągają widza, a serial zaczyna się mocnym i budzącym wiele pytań obrazem – zakrwawiona, skatowana Cathy dociera na czworakach na próg domu braci Trasków w Connecticut. Od razu wiemy, że ta opowieść nie będzie grzeczna, a relacja która połączy Cathy z Adamem – okaże się daleka od standardów typowego romansu. Mimo relatywnie wiernego przeniesienia ogromnej książki nie czuć tu dłużyzn, bo każda scena coś buduje i rozwija świat bohaterów.
Cathy Ames – potwór, ofiara, buntowniczka?
Cathy Ames (Florence Pugh) to serce serialu. W powieści Steinbecka, Cathy to kwintesencja zła, kobieta niemal bez sumienia. Zoe Kazan od początku marzyła, żeby dać pełny wyraz niezwykłej antybohaterce Steinbecka, i widać to w każdej scenie. Cathy popełnia straszne czyny, ale ani Kazan, ani Pugh nie pokazują jej jako potwora, a jej człowieczeństwo czyni postać jeszcze bardziej zapadającą w pamięć. Serial daje jej głos i robi z niej postać, która fascynuje – bo jej występki osadzone są w kontekście jej dzieciństwa, surowej rodziny i ogólnej sytuacji kobiet na przełomie XIX i XX wieku.

To nie jest rehabilitacja ani usprawiedliwienie. Mechanizmy obronne, przemoc i brak oparcia podpowiadają, skąd bierze się jej zimna kalkulacja, ale nie zmieniają skutków. Cathy rani, bo potrafi i bo to jedyny sposób, jaki zna, by nie zostać zranioną. Florence Pugh gra to z fascynującą dwuznacznością. Szczególnie poruszające są sceny, gdy po porodzie, Cathy odrzuca swoich nowonarodzonych synów i postanawia opuścić ich i męża, a gdy Adam Trask (Christopher Abbott) usiłuje ją zatrzymać, to Cathy sięga po broń, strzela do niego i ucieka nie oglądając się za siebie.

Pugh szczególnie błyszczy w 4. i 5. odcinku, skupionych na relacji Cathy z Faye (świetna Martha Plimpton), właścicielką luksusowego burdelu w Salinas, która traktuje ją jak córkę. A Cathy z przekonaniem wciela się w rolę owej córki. Z jednej strony fascynujące jest to profesjonalne zacięcie Cathy do wypełniania swoich obowiązków prostytutki, a z drugiej – jej stopniowe, robione na zimno, owijanie sobie Faye wokół palca, by finalnie ją otruć i przejąć jej burdel na własność. Cathy staje się szefową przybytku zła i rozpusty, ale postanawia go jeszcze „upgrade’ować” i skupić się na zaspokajaniu najbardziej perwersyjnych oczekiwań z obszaru BDSM…
Kobieta w świecie, który nie zostawia jej wyboru
Warto zestawić Cathy Ames z realiami epoki. W Ameryce początku XX wieku kobieta nie głosuje (prawo wyborcze dostanie dopiero w 1920 roku), jej dochody zwykle zależą od ojca albo męża, a sankcjonowane drogi do pełnej niezależności właściwie nie istnieją – jedyną chyba jest „zostanie” zamożną i bezdzietną wdową. Można oczywiście iść do pracy, ale bądźmy szczerzy – opcji dla kobiet nie ma za wiele i nie są dobrze płatne. Fach prostytutki to jedyna opcja, która pozwala samotnej kobiecie osiągnąć poziom życia i stabilność materialną, jaką mogło dać dobre małżeństwo. Moralność jest podwójna. Mężczyzna może być surowy, brutalny, niewierny i lekkomyślny, a kobieta, która chce więcej niż rola żony, ma do dyspozycji jedną ścieżkę, z której właściwie nie ma powrotu – zostaje „upadłą” już na zawsze.

W tym świetle decyzje Cathy zyskują inny kontekst. Dla niej niezależność oznacza metaforyczną swobodę życia poza czyimkolwiek wpływem i oczekiwaniami. To pragnienie nie jest niczym złym, ale cena, jaką za nie płacą także inni – Adam i ich synowie, jest straszna. Kazan pokazuje obie strony tego równania – system, który zamyka kobietom drzwi, i człowieka, który decyduje się wyważać je cudzym kosztem. Dzięki temu serial nie ucieka od oceny moralnej, a jednak odmawia prostych odpowiedzi. Cathy krzywdzi bliskich, ale też siebie, choć tak naprawdę chce się tylko wyrwać z ograniczeń, które jej nie odpowiadają.
Timshel, czyli rodzinne klątwy vs. wolna wola
John Steinbeck odwoływał się w „Na wschód od Edenu” do biblijnej historii o Kainie i Ablu, a Zoe Kazan wyraźnie rozumie, że to opowieść o powtarzających się schematach rodzinnych. Ojcowie faworyzują jednego z dwóch synów, bracia walczą o miłość i uwagę, a rany z jednego pokolenia przechodzą na następne. Serial żyje bliznami zadanymi przez Adama, Cathy i przyrodniego brata Adama, Charlesa (Mike Faist), oraz przez nich samych. Surowość Charlesa i bezbronność Adama to dwa wcielenia tej samej, nieprzepracowanej krzywdy, a ich synowie – Caleb (Joseph Zada) i Aron (Joe Anders) – odziedziczą ją razem z nazwiskiem Trask.

W tym mroku pojawia się słynne „timshel” – hebrajskie „możesz”, sugerujące, że człowiek nie jest skazany na swój los. Gdy Cathy porzuca Adama i życie, które dla nich wymarzył w Dolinie Salinas, serial opiera się na ciepłej, pełnej wrażliwości relacji Adama i jego synów z Lee (Hoon Lee), mającym chińskie pochodzenie służącym Adama, który staje się faktycznym ojcem dla Cala i Arona w czasie, gdy Adam pogrążony jest w głębokiej depresji, a później – po prostu moralnym sumieniem rodziny i jej podporą.

To właśnie Lee jest głosem rozsądku, ciepła i wyboru, choć sam wyboru nie ma – gdy na chwilę porzuca Trasków i próbuje spełnić swoje marzenie o prowadzeniu księgarni w San Francisco, zderza się ze ścianą niechęci i uprzedzeń wobec chińskich imigrantów, choć sam jest Amerykaninem urodzonym już w Kalifornii. Serial nie obiecuje, że przerwanie łańcucha krzywd jest łatwe, ale mówi wyraźnie, że jest możliwe. Podobną rolę pełni tu również Samuel Hamilton (Ciarán Hinds) – sąsiad Adama w Salinas, który pomaga przyjąć poród jego synów.
American Dream z gorzkim posmakiem
Słoneczna Kalifornia i żyzna Dolina Salinas miały być dla Adama nowym początkiem w zestawieniu z ponurym Connecticut – jego ziemią obiecaną, do której przybył z ukochaną kobietą, by założyć rodzinę. Jego inwestycja w ziemię okazuje się chybiona, bo po odejściu Cathy – nie ma on głowy do pracy farmera. Gdy Traskowie przeprowadzają się do miasta Salinas, Adam kupuje fabrykę lodu i ma pomysł biznesowy na transport świeżej sałaty obłożonej lodem na wschodnie wybrzeże – do Chicago i Nowego Jorku w czasie zimy, gdy nie ma tam świeżych warzyw. Choć to pomysł nowoczesny i błyskotliwy, kończy się porażką. Adam traci resztki majątku, który odziedziczył po ojcu. Ciężka praca i wiara nie wystarczają, a rzeczywistość nie nagradza za dobre chęci. Te wątki pochodzą z powieści i dobrze wpisują się w ton adaptacji – marzenia są kruche, a rynek bezlitosny.

Ironią losu pozostaje droga Cala – niemal równoległa i również dotycząca handlu produktami rolnymi. W czasie I wojny światowej, gdy popyt i ceny żywności gwałtownie rosną, Cal dorabia się na handlu, w pewnym sensie dzięki cudzej tragedii. To fascynujące wyobrażenie amerykańskiego snu bez złudzeń – sukces bywa kwestią kontekstu i szczęścia, a nie samej cnoty. American Dream jest tu obietnicą, która wyróżnia jednych kosztem drugich.
Wierność, autorski podpis i gatunkowa tożsamość „East of Eden”
Zoe Kazan jest wnuczką Elia Kazana, reżysera filmu z 1955 roku, w którym wystąpił James Dean, i ta rodzinna wiedza jest w serialu wyczuwalna. Ale to nie dialog z dziadkiem, tylko emancypacja. W przeciwieństwie do filmu serial skupia się na bliznach przechodzących z pokolenia na pokolenie, a nie na wątku Cala Traska.

Gatunkowo mamy tu mieszankę – saga rodzinna jako rama, w którą wpisano dramat psychologiczny, przypowieść o moralnym upadku i miejscami thriller, bo działania antagonistki wpływają na wszystkich, zaskakują i wywołują gwałtowne zwroty akcji. Adaptacja nie tylko oddaje Steinbecka, lecz odczytuje go z perspektywy XXI wieku, z perspektywą kobiecą, której książce brakowało.

Główne przesłanie serialu „East of Eden” jest proste i trudne zarazem – nie jesteśmy skazani na powtarzanie krzywd i błędów, ale zmiana wymaga wyboru, a wybór kosztuje. „Na wschód od Edenu” Zoe Kazan to nowe odczytanie kultowej powieści, w którym Cathy Ames dostaje to, czego odmawiały jej wcześniejsze adaptacje: głos, historię i człowieczeństwo, bez odbierania jej mrocznej siły. Kobiece spojrzenie Kazan wzbogaca Steinbecka, nie zdradzając go. A Florence Pugh tworzy tu jedną z jej najlepszych i najgłębiej zapadających w pamięć ról w dotychczasowej karierze.
Ogólna ocena serialu NA WSCHÓD OD EDENU (East of Eden) w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 8.5
Lubisz serialowe adaptacje słynnych powieści?
– Koniecznie sprawdź także recenzje tych seriali!
Sprawdź także ranking najlepszych seriali października 2026!


Dodaj komentarz