
Serial „Lalka” (ang. tytuł „The Doll”) na platformie Netflix w reżyserii Pawła Maślony to projekt, który od początku budził emocje. Adaptować Prusa w XXI wieku, dla globalnej platformy streamingowej, w epoce szybkich narracji i intensywnych emocji? – Zadanie karkołomne. A jednak efekt jest zaskakująco udany – choć nierówny, czasem niepotrzebnie przepisujący klasykę i dodający nadmiarowe ornamenty, to jednak „Lalka” jako serial działa – jest żywa, angażująca, wizualnie dopracowana i świetnie zagrana. Maślona rozumie, że powieść Bolesława Prusa – choć monumentalna – nie jest materiałem gotowym na streamingowy hit. Dlatego przesuwa akcenty – mniej retrospekcji, mniej pamiętnika Rzeckiego, więcej teraźniejszości, więcej konfliktów, więcej emocji, więcej zwrotów akcji oraz humoru. To adaptacja, która nie boi się ryzyka, a jednocześnie szanuje najważniejsze fundamenty oryginału literackiego.
Izabela Łęcka – między pozorną emancypacją a pustką wewnętrzną
Izabela Łęcka (Sandra Drzymalska) w serialu to postać radykalnie przepisana. Z książkowej „enigmy”, zdystansowanej arystokratki o porcelanowej twarzy i mglistych motywacjach, twórcy serialu robią zbuntowaną młodą kobietę, która chce wyrwać się z dusznego świata konwenansów. To pomysł ciekawy, ale nie zawsze konsekwentnie budowany.

Z jednej strony Izabela nadal sprawia wrażenie pustej, wywyższającej się i oderwanej od realiów – nie rozumie, że jej rodzina tonie w długach, nie zna wartości pieniądza, żyje w świecie fantazji. Z drugiej – w kluczowych momentach potrafi działać – pomaga znajomej lekarce w walce o nostryfikację dyplomu, ucieka z domu, by uniknąć zamknięcia w klasztorze, angażuje się w pracę w biednej dzielnicy, czy wreszcie ratuje Wokulskiego przed potencjalnym aresztowaniem.

Do postaci oszczędnie opisanej przez Prusa, autorzy scenariusza dopisali jeszcze wątek uzależnienia od narkotyków, które Łęcka zaczyna sobie wstrzykiwać podczas epizodu ucieczki z domu i pomieszkiwania u lekarki, Zofii (Monika Frajczyk) oraz symptomy zaburzeń odżywiania, gdy Izabela kompulsywnie zajada smutki.
Serial próbuje zbudować z Izabeli bohaterkę na miarę współczesnych produkcji o emancypacji, ale nie zawsze znajduje dla niej spójny ton. To postać fascynująca, lecz nie do końca dopracowana. Wygląda jakby chciała wyjść poza ramy swojej klasy, ale wielokrotnie zatrzymuje się na progu. Dopiero jej finałowa wolta jest aktem odwagi i drastycznym zerwaniem z dotychczasowym życiem, ale też skrajnie zaskakuje widzów uśpionych wcześniejszym dwuznacznym zachowaniem młodej hrabianki.
Wokulski – kosztowna obsesja zamiast miłości?
Stanisław Wokulski (Tomasz Schuchardt) w tej adaptacji jest bardziej współczesny niż książkowy. Jego uczucie do Izabeli przypomina niezdrową obsesję znaną z seriali takich jak „Reniferek” czy „You”. To nie romantyczny poryw serca, lecz chorobliwe pragnienie zdobycia kobiety, która ma potwierdzić jego nowy status społeczny. Schuchardt i Drzymalska byli już serialową parą w stylowym kryminale „Breslau” na platformie Disney+, ale w „Lalce” najwięcej wzajemnej chemii można odnaleźć w scenach koszmarów sennych, w których Wokulski nawiedza Izabelę.

Wokulski przekupuje kuzyna Izabeli i podsuwa jej pokojówkę, by ci donosili mu o jej preferencjach i zamiarach. Wyposaża swoje mieszkanie pod jej gust. Wykupuje z lombardu jej zastawę posagową. Wreszcie wchodzi w finansowe układy z jej ojcem, Tomaszem Łęckim (Jacek Braciak), które stopniowo doprowadzają go do ruiny. Serial pokazuje Wokulskiego jako człowieka, który nie potrafi oddzielić ambicji od pożądania. To ciekawa interpretacja, choć momentami zbyt dosłowna. Wokulski traci część swojej literackiej subtelności, ale zyskuje intensywność, która dobrze działa w formacie serialowym.
Ignacy Rzecki – wierny przyjaciel w unowocześnionej odsłonie
Ignacy Rzecki (Dariusz Chojnacki) – czyli autor książkowego pamiętnika starego subiekta – w serialu jest bardziej energiczny, bardziej obecny, bardziej „serialowy”, nie tracąc przy tym walorów komediowych. To nie tylko subiekt, lecz rzutki wspólnik Wokulskiego, który postanawia porzucić stan „starokawalerski”, gdy pozna Mariannę (Maria Kania), ex-prostytutkę, którą Wokulski zatrudnia na pokojówkę, by szpiegowała w domu Łęckich.

Choć twórcy dodają mu wątek romantyczny, Rzecki pozostaje wierny pierwowzorowi – lojalny ponad wszystko, uczciwy, oddany przyjacielowi i wybrance swojego serca. Jego relacja z Marianną ma swoje góry i doliny, ale nawet gdy Starski (Piotr Pacek) zgwałci brutalnie jego ukochaną, a w reakcji na to Marianna dokona jeszcze brutalniejszej zemsty i w amoku zabije Starskiego, to Rzecki będzie lojalnie stał u jej boku.
Emancypantki, czyli „Bluszcz”, Orzeszkowa i lekarka z Zurychu
Twórcy serialu Netflixa dodają do „Lalki” wątki, których w powieści nie ma. Na pierwszy plan wysuwa się tu postać Elizy Orzeszkowej (Agnieszka Grochowska) – słynnej powieściopisarki, współczesnej Prusowi autorki „Nad Niemnem”. Orzeszkowa w serialu „Lalka” przedstawiona jest jako redaktorka naczelna tygodnika dla kobiet „Bluszcz” – prawdziwego periodyku, który ukazywał się od 1865 roku. W rzeczywistości pisarka współpracowała z tym pismem, ale nie była nigdy jego redaktorką. W serialu, Orzeszkowa – jako kobieta pracująca i niezależna – stanowi wygodny kontrapunkt do Łęckiej, ale też moralny punkt odniesienia.

Bliską przyjaciółką Orzeszkowej jest lekarka Zofia, która nie może oficjalnie wykonywać zawodu. Na prośbę Orzeszkowej, Łęcka angażuje się w misję załatwienia u carskich notabli – z pomocą Wokulskiego – nostryfikacji dyplomu zdobytego przez Zofię w Zurychu.
Te wymyślone przez scenarzystów serialu dodatkowe wątki mają oczywiście swój cel w całej opowieści, ale nie jestem przekonany, czy angażowanie tu nazwiska znanej pisarki było mądrym posunięciem. Skoro historia opowiedziana w „Lalce” jest fikcyjna, to należało pozostać w świecie fikcyjnych bohaterów.
Arystokracja – komiczno-straszny portret upadku
Serialowa arystokracja w „Lalce” to świat czystej groteski – wystarczy jedno spojrzenie na galerię żałosnych twarzy hrabiów, baronów i księcia Rudnickiego (Henryk Niebudek), który staje się prawnym opiekunem Izabeli Łęckiej po śmierci jej ojca. Są to ludzie przekonani o własnej wielkości, żyjący w iluzjach minionej chwały, zadłużeni po uszy, niezdolni do jakiejkolwiek pracy, nieświadomi realiów nowej epoki. Najlepszym przykładem jest Tomasz Łęcki w genialnej interpretacji Jacka Braciaka. To człowiek, który sprzedałby własną córkę (po tym jak już zastawił jej posag), byle podtrzymać iluzję bycia kimś ważnym. Jego upadek jest tragikomiczny – śmieszny i przerażający jednocześnie.

Żałosne pojedynki, gra w karty, wyścigi konne oraz wystawne rauty i bale, kwesty w kościele – to wszystko wygląda jak nieistotne zapełnianie czasu, który można by poświęcić na realną pracę. Maślona pokazuje arystokrację jako klasę próżniaczą, żerującą na niższych warstwach, która mentalnie umarła, zanim zdążyła to zauważyć. Czarnym charakterem, w którym twórcy skumulowali wiele przywar arystokracji, jest postać barona Krzeszowskiego (Piotr Adamczyk).
Drodzy Goście, ślubu nie będzie!
Powieść „Lalka” Bolesława Prusa ma dość luźne i niedopowiedziane zakończenie. Na tym tle serial Netflixa staje na wysokości zadania i w finałowym, 6. odcinku dostarcza nam mnóstwo zwrotów akcji i rzuca głównych bohaterów na interesujące nowe kierunki – na upartego, Netflix mógłby się nawet pokusić o kontynuowanie tej historii w II sezonie. Do najbardziej zaskakującej sceny dochodzi w kościele, gdzie mamy w końcu zobaczyć szczęśliwe zakończenie – długo oczekiwany ślub Wokulskiego z Łęcką, ale tuż przed nim dochodzi do zaskakującego zwrotu akcji. Wokulski wykorzysta w końcu naukę języka angielskiego w praktyce…
Mamy też wątek kryminalny, który zostaje zainicjowany już na samym początku serialu, gdy barki na Wiśle z maszynami zakupionymi przez Łęckiego i barona Krzeszowskiego zostaną podpalone i tym samym jedyny pomysł Łęckiego na biznes pójdzie z dymem. Sprawę podpalenia prowadzi nieśpiesznie Policjmajster (Mirosław Zbrojewicz), który generalnie woli kaligrafować list do ukochanej niż tracić czas na rozwiązywanie zagadek kryminalnych. W finałowym odcinku jednak sprawa nabiera przyspieszenia i po kilku zwrotach akcji okazuje się, że winnym podpalenia jest baron Krzeszowski.
„Lalka” na tle innych seriali epoki
Seriali osadzonych w końcówce XIX wieku lub na przełomie XIX i XX wieku oglądaliśmy w ostatnich latach kilka. Z pewnością na czoło wysuwa się tu produkcja HBO Max pt. „Pozłacany Wiek” (The Gilded Age) – opowiadająca o epoce dynamicznego rozwoju amerykańskiego kapitalizmu w okresie boomu kolei i powstawania nowych fortun. Tam również pojawiają się podobne do „Lalki” wątki kobiecej emancypacji, aranżowanych małżeństw oraz starych elit pogardzających nuworyszami.
W zestawieniu z produkcjami takimi jak „The Gilded Age”, „Odrzuceni” (The Abandons, Netflix), „The Bucaneers” (Apple TV), „Lalka” wypada zaskakująco dobrze. Nie ma może budżetu HBO ani Apple TV, ale nadrabia klimatem, humorem i świetnymi rolami, także tymi z drugiego planu! Jest bardziej kameralna, lokalna, bardziej skupiona na emocjach niż na widowisku. To serial, który nie próbuje na siłę być globalnym hitem – i być może dzięki temu właśnie się nim stanie?

„Lalka” Netflixa to adaptacja odważna, nierówna, ale wciągająca. Paweł Maślona rozumie, że klasykę trzeba uwspółcześnić, by działała w streamingowym ekosystemie XXI wieku – i robi to z wyczuciem, choć nie bez drobnych potknięć. Jego serial jest o obsesji, upadku, emancypacji i początkach kapitalizmu w Warszawie, która żyje pełnią kontrastów. Świetnie zagrany, pięknie sfotografowany, emocjonalnie angażujący. „Lalka” spodoba się widzom, którzy lubią nowoczesne adaptacje klasyki, historie o silnych emocjach, opowieści o społecznych kontrastach i seriale epoki, które nie boją się ryzyka. Jeśli cenisz prozę Bolesława Prusa – przygotuj się na duże zaskoczenia, ale warto dać tej wersji szansę!
Ogólna ocena serialu LALKA (Netflix) w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 7
Lubisz seriale kostiumowe? – Sprawdź nasze propozycje!

Zostaw odpowiedź