
Nowy polski serial „Proud” – dostępny na platformie HBO Max – już na starcie wzbudził emocje i zebrał sporo pozytywnych recenzji. W polskim pejzażu serialowym, wciąż dość zachowawczym wobec queerowych historii, „Proud” pozornie sprawia wrażenie odważnej i przełomowej produkcji. Główny bohater, młody gej, prowadzi hedonistyczne i pozbawione zobowiązań życie znaczone imprezami, orgietkami, castingami i okazjonalnymi fuchami w modelingu. Do czasu! Tragiczny wypadek i śmierć jego siostry – jedynej rodziny, jaką miał – stawiają go przed dylematem, co zrobić z malutką siostrzenicą, której grozi trafienie do sierocińca. W Polsce – kraju, gdzie nawet okrojona ustawa o statusie osoby najbliższej wywołuje panikę moralną prawicowych polityków – adopcja dziecka przez geja wydaje się być „mission impossible”. Twórcy serialu budują całą historię na wyrazistym założeniu „co by było, gdyby…”, a następnie konsekwentnie testują granice bohatera, systemu i widza.
Bohater, który żyje tak, jakby jutro nie istniało
Filip Raczyński (Ignacy Liss) to dwudziestoletni gej z Warszawy, który żyje w rytmie imprez, wspomaganych narkotykami orgietek, castingów i sesji zdjęciowych. Esencją jego życia na krawędzi jest występ w roli modela prezentującego modę plażową w programie śniadaniowym TVN, podczas którego skacowany Filip widowiskowo wymiotuje na wizji.

Filip mieszka u swojej starszej siostry Anki (Sylwia Boroń), która samotnie wychowuje roczną Tosię. Ich więź jest silna – oboje wychowali się w domu dziecka, a starsza siostra zajęła się bratem gdy sama osiągnęła pełnoletniość. Ale teraz Anka ma już dość i nie zamierza dłużej matkować dorosłemu bratu. Gdy wyrzuca go z mieszkania, Filip po raz pierwszy w życiu musi stanąć na własnych nogach, zarobić na utrzymanie i poczuć odpowiedzialność. Bohater woli jednak drogę na skróty – prędzej sprzeda jeden z kilku posiadanych motocykli niż weźmie się do poważnej pracy.

Niestety tuż po wyprowadzce, Filip dostaje telefon ze szpitala z informacją o tragicznym wypadku swojej siostry. Gdy przyjeżdża na miejsce, okazuje się, że Anki nie udało się uratować. Ktoś będzie musiał zaopiekować się Tosią!
Patchworkowa rodzina, czyli krąg wsparcia Filipa
Filip ma szerokie grono przyjaciół, znajomych i znajomych znajomych – taką swoją patchworkową rodzinę. Wiodące role odgrywają tu najlepsza przyjaciółka jego zmarłej siostry, Kiki (Maria Sobocińska) – trzydziestoparoletnia samotna matka nastoletniej Niny (Amelia Fijałkowska) oraz Olek (Kamil Studnicki), zakochany w Filipie asystent w agencji modelek. Jest też Beata (Maja Ostaszewska) – samotna sąsiadka-alkoholiczka – koło ratunkowe do opieki nad psem Filipa…

Wszyscy oni tworzą nieformalną, chaotyczną, ale prawdziwą sieć wsparcia dla Filipa w kluczowym okresie tuż po śmierci jego siostry. Pomagają mu połączyć opiekę nad dzieckiem i dalszą pracę w modelingu. Próbują nauczyć odpowiedzialności, zanim brutalnie zrobi to codzienne życie. Ta quasi-rodzina powstała nie z więzów krwi, lecz z lojalności, przyjaźni i wspólnych doświadczeń bycia na marginesie, bycia odrzuconym.

Ale sam Filip prosi się o kłopoty i torpeduje tą delikatną sieć wsparcia, gdy niefrasobliwie ląduje w łóżku z Olkiem, nie myśląc o uczuciach i emocjach, jakie to wywoła. Następnego ranka będzie oschły i brutalnie zakomunikuje Olkowi, że nigdy nie będą razem, bo Olek po prostu mu się nie podoba.

Olek więc znika, a Filip nagle musi zupełnie sam zmierzyć się z całodzienną opieką nad Tosią. I tu pojawia się zasadnicze pytanie – czy samotny dwudziestoletni chłopak jest w stanie sam poradzić sobie z opieką nad tak małym dzieckiem? Jak pogodzić pracę z opieką nad dzieckiem?
Między wolnością a obowiązkiem – główny dylemat „Proud”
Tu zaczyna się właściwa opowieść. Filip musi zdecydować, czy chce pozostać wiecznym chłopcem, nieodpowiedzialnym Piotrusiem Panem skupionym na własnych przyjemnościach, czy może jednak woli stać się ojcem dla małej Tosi. Początkowo przecież Filip liczy jeszcze, że to biologiczny ojciec Tosi, Igor (Kamil Szeptycki), zainteresuje się córką i zdecyduje się nią zaopiekować. Jednak gdy Igor stanowczo odmawia, bohater zostaje postawiony pod ścianą. Podskórnie czujemy, że decyzja o adopcji Tosi nie przychodzi mu łatwo.

Serial „Proud” bardzo świadomie gra na kontrastach – hedonizm kontra odpowiedzialność, wolność kontra zobowiązania, młodość kontra dorosłość. To nie jest prosta historia o adopcji dziecka – to opowieść o tym, że dorastanie często bywa wymuszone, brutalne i niechciane, choć finalnie potrafi przynieść także satysfakcję.

Aby podbić dramaturgię, głównego bohatera zbudowano ze skrajnych, stereotypowych cech geja, jakie funkcjonują w społeczeństwie i popkulturze – jest nieodpowiedzialny, ma tlenione blond włosy i trudni się modelingiem. Już na pierwszy rzut oka ktoś taki zupełnie nie pasuje do roli adopcyjnego ojca.

Filip co chwila popełnia jakieś błędy, które w normalnych warunkach natychmiast przekreśliłyby jego szanse na adopcję siostrzenicy – orgietka zakończona wypadkiem, fatalna wizyta pracowniczki opieki społecznej, zaniedbania w codziennej higienie Tosi skutkujące odparzeniami…

Po zakończonej koszmarną przepychanką wizycie pani z opieki społecznej (Tamara Arciuch), jesteśmy już prawie pewni, że Filip ostatecznie pogrzebał swoje szanse, ale tu twórcy pospieszyli z magicznym rozwiązaniem problemu, który sami najpierw stworzyli. Kobieta niespodziewanie ginie pod kołami śmieciarki chwilę po wyjściu z mieszkania Filipa. Deus Ex Machina! – I nikt już nigdy nie przeczyta jej raportu z wizytacji! Ten zabieg niczym z taniej komedii pomyłek sprawia, że serial zaczyna balansować na granicy farsy.
Polski system zmusza do kłamstw i udawania kogoś innego
Serial „Proud” jest najmocniejszy tam, gdzie pokazuje realia polskiego systemu adopcyjnego. W kraju, gdzie nawet skrajnie ociosana ustawa o statusie osoby najbliższej wywołuje panikę moralną, gej adoptujący dziecko to scenariusz niemal niemożliwy. Bezduszny system woli zafundować dziecku traumę domu dziecka niż dać szansę najbliższemu członkowi rodziny, który jednak odbiega od preferowanego wzorca.

Mecenas Terasa Mielnicz (Joanna Kulig), która zgadza się pomóc Filipowi w jego walce o adopcję Tosi, otwarcie instruuje go, że na czas postępowania adopcyjnego musi zacząć żyć jak ministrant, a pod planowaną wizytację z opieki społecznej jego mieszkanie musi zostać wysprzątane niczym na kontrolę Perfekcyjnej Pani Domu. Filip powinien się też modlić, by urzędniczka nie domyśliła się jego orientacji.

Prawda jest brutalna i Filip w końcu to wykrzyczy – polskiego państwa nie interesują kompetencje biologicznych rodziców, oni mogą przecież być przemocowymi alkoholikami, mogą też latami zaniedbywać swoje dzieci. Ale w przypadku adopcji, oczekiwania są kosmiczne, a urzędnicy uwielbiają wręcz oceniać zgodność potencjalnego rodzica z heteronormatywnym wzorcem!

Pełnym goryczy komentarzem jest tu jeden z ostatnich odcinków „Proud”, który niemal w całości okazuje się być koszmarem sennym Filipa. Chłopak ma sen, w którym chcąc ochronić Tosię przed zabraniem jej do domu dziecka, z pomocą sąsiadki Beaty ucieka przed policją. Razem próbują wyjechać do Niemiec, a w kraju narasta medialna nagonka za uciekającym gejem, który uprowadził dziecko… Ten klimat przecież dobrze znamy – takie nagonki rząd PiS urządzał regularnie, gdy tylko potrzebował wygodnego chłopca do bicia przy kolejnych wyborach.
Czy Filip musiał być aż tak skrajny i stereotypowy?
To pytanie, które powracało w mojej głowie przez kolejne odcinki. Twórcy „Proud” postawili na bohatera, który ucieleśnia wiele krzywdzących stereotypów o gejach. To ryzykowny wybór w kraju, gdzie wyoutowana reprezentacja osób LGBT jest tak wąska i krucha. Hedonistyczno-narcysytyczny Filip może być odbierany jako potwierdzenie uprzedzeń.

Z drugiej jednak strony ten wybór czyni opowieść bardziej dramatyczną, przemiana bohatera wydaje się prawie niemożliwa, a finalnie Filip okazuje się sprawdzać w roli odpowiedzialnego ojca. Filip ma też cechy, które stanowią dobrą przeciwwagę – szczerość, odwagę, brak wstydu.

Na tle kilku głośnych ostatnio seriali, takich jak „Gorąca rywalizacja” (Heated Rivalry), „Rekruci” (Boots) czy „Półbrat” (Half Man), w których kluczowym problemem bohaterów było przyznanie się przed samym sobą do bycia gejem, a następnie dokonanie publicznego coming-out’u, to Filip ze swoją otwartością i nie ukrywaniem orientacji wydaje się być o duży krok przed nimi! To bohater, którego nie zawsze lubimy, ale którego chcemy obserwować. Jego wewnętrzny rozwój – choć chaotyczny – jest sercem serialu.
Urodziny babci Olgi, czyli normalna polska rodzina w pełnej krasie!
W finałowym odcinku na scenę wkracza ostatnia przeszkoda – zdeterminowana babcia Olga (Dorota Kolak) – matka Igora, która dowiedziała się, że jej syn ma córkę, której się wyrzekł i postanowiła naprawić jego błąd. Filip, Kiki i Tosia dostają zaproszenie od Olgi – na miejscu odkrywają, że to impreza urodzinowa gospodyni, na którą ściągnęła trójkę swoich dzieci wraz z ich partnerami. W końcu zjawia się też Igor, który od razu domyśla się niecnych intencji swojej matki.

Roztaczana przez Olgę aura idealnej polskiej rodziny pryska w kilka chwil, gdy Igor przypomina matce jej problemy alkoholowe, ciągłe kłótnie z ojcem, zbyt częste ciche dni, zaniedbywanie dzieci i zrzucanie odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo na jego barki. Nie zrażona niczym Olga postanawia wystąpić do sądu o przyznanie jej prawa do adopcji Tosi.
Otwarte zakończenie serialu „Proud” – po sądowym pojedynku pełnomocników reprezentujących Olgę i Filipa – oczekujemy na ogłoszenie werdyktu, gdy Filip zostaje wezwany na salę. Wydaje się więc, że powstanie sezonu 2 jest niemal pewne, a w nim dowiemy się, czy Filipowi uda się adoptować Tosię i jak potoczą się dalsze losy bohaterów.

Największym problemem serialu „Proud” jest to, że twórcy nie potrafią zdecydować, czy opowiadają historię o systemowej opresji osób LGBT, czy o niedojrzałym chłopaku, który przypadkiem trafia w sam środek dramatu. W efekcie dostajemy serial rozpięty między poważnym społecznym komentarzem a farsą, w której niedojrzały bohater co chwilę sabotuje własne szanse na adopcję. To właśnie ta gatunkowa niekonsekwencja sprawia, że „Proud” bywa wciągający, ale równie często irytujący.
Ogólna ocena serialu PROUD w skali 1-10
(*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 7.5
Lubisz seriale z wątkiem LGBTQ? – Sprawdź propozycje tytułów poniżej!

Zostaw odpowiedź