
Serial „Ranczo Duttonów” (ang. tytuł „Dutton Ranch”) – do obejrzenia na SkyShowtime – miał być kolejnym mocnym filarem rozrastającego się uniwersum Yellowstone. W końcu nazwisko producenta Taylora Sheridana działa dziś jak gwarancja określonego „neo-westernowego” stylu: twardych mężczyzn, surowych krajobrazów i krwistych konfliktów, które eskalują szybciej niż burza nad Montaną. Tym razem jednak coś poszło nie tak. Serial niby ma wszystkie składniki, które powinny zadziałać, ale efekt końcowy jest zaskakująco letni. „Ranczo Duttonów” wygląda jak poboczny projekt odhaczony w przerwie między bardziej ambitnymi tytułami, mający zadowolić fanów Yellowstone poprzez pokazanie, że Beth i Rip żyli dalej długo i w miarę szczęśliwie…
Beth i Rip przeprowadzają się z Montany do Teksasu
„Dutton Ranch” formalnie jest sequelem i spin-off’em serialu „Yellowstone”, z którego globalnego fenomenu wypączkowało już przecież kilka innych seriali – m.in. prequele „1883,” „1923,” a także mający swoją premierę w tym roku „Marshals,” którego bohaterem jest najmłodszy syn Johna Duttona (Kevin Costner) – Kayce Dutton (Luke Grimes).

Serial „Ranczo Duttonów” powstał jako próba zagospodarowania ikonicznej pary Beth & Rip, która na przestrzeni pięciu sezonów „Yellowstone” zyskała sympatię widzów. Choć muszę tu zaznaczyć, że to jednak Beth Dutton (Kelly Reilly) była i jest postacią wiodącą, ogniskującą uwagę, a Rip Wheeler (Cole Hauser) raczej jej milczącym cieniem, który długo przecież nie był pewien, czy zasługuje, by być pełnoprawnym partnerem córki swojego pracodawcy.

Cała historia zaczyna się od wielkiego, naturalnego pożaru, który strawi dom Beth i Ripa w rodzinnej Montanie. Para wraz ze swoim przyszywanym nastoletnim synem Carterem (Finn Little) pakują wszystko, co udało się uratować przed ogniem i opuszczają Montanę. Ich przeprowadzka do Teksasu i zakup nowego rancza w fikcyjnym Rio Paloma miały otworzyć świeży rozdział, ale scenariusz nie daje im materiału, który pozwoliłby naprawdę rozwinąć skrzydła. Zamiast zapierającego dech w piersiach górzystego krajobrazu Montany, dostajemy jednostajną, pustynną równinę Teksasu – także w sensie scenariuszowym.
Konflikty, które nie wybuchają…
Rip wciąż jest tym samym milczącym twardzielem, a Beth — cholerycznym wulkanem emocji, który potrafi jednym spojrzeniem spalić przeciwnika. Problem w tym, że „Ranczo Duttonów” nie daje im godnych przeciwników. Najbliżej tego miana jest rodzina Jacksonów, lokalni potentaci o szemranej reputacji, którą poznajemy już w pierwszym odcinku, gdy niejaki Rob-Will Jackson (Jai Courtney) bez mrugnięcia okiem zabija jednym strzałem swojego pracownika Wes’a, w którego pełną lojalność zwątpił.

Matriarchini rodu Jacksonów – Beulah Jackson (Annette Bening) – próbuje rządzić całą okolicą żelazną ręką, ale jej wątek jest prowadzony zaskakująco nieśmiało. Beulah jest właścicielką lokalnej rzeźni, do której wpada Beth, by wybadać warunki współpracy, ale okazuje się, że są one zaporowe. Poza tym, powiedzmy sobie szczerze – Beulah nie jest typowym czarnym charakterem! To po prostu twarda kobieta, matka i businesswoman, która walczy o swoje – czasem naginając prawo lub przymykając oko na występki swojego porywczego młodszego synka. W tym sensie jest podobna do Johna Duttona i dlatego odnajdzie także wspólny język z Beth Dutton.

Nawet romans wnuczki Beulah – Oreany (Natalie Alyn Lind) z Carterem, przyszywanym synem Beth i Ripa — potencjalnie świetny materiał na współczesną wariację historii „Romeo i Julii” — nie wywołuje większych emocji. Wszystkie strony szybko przechodzą nad rozwijającą się relacją Cartera i Oreany do porządku dziennego.

Zamiast godnych przeciwników, Rip i Beth zyskują za to prawego i całkiem pomocnego sprzymierzeńca, którym okazuje się miejscowy, wiekowy weterynarz i weteran z Wietnamu, Everett McKinney (Ed Harris). To on pomoże Beth znaleźć alternatywną rzeźnię, a także – na jej wyraźną prośbę – uratuje zranionego konia.
Pryszczyca atakuje stado Duttonów – punkt kulminacyjny?
Najbardziej dramatyczny punkt sezonu to odkrycie pryszczycy u stada rasowych krów, które Beth i Rip nabyli wraz z nowym ranczem. Na wyśmienitej wołowinie „angus” z tych krów zasadzał się biznesowy pomysł Beth, która chciała dostarczać mięso klasy premium do najlepszych restauracji w stanie. I nawet zdążyła już zdobyć pierwszego klienta.

Teoretycznie pryszczyca to katastrofa: stado miało zapewnić Beth i Ripowi niezależność i finansową stabilizację, a zamiast tego trzeba je wybić. Sama scena strzelania do krów jest bardzo bolesna i przejmująca, ale nie wynika z postępowania bohaterów. To rodzaj plagi egipskiej – deus ex machina – która została na nich zesłana przez scenarzystów, którzy nie wiedzieli jak inaczej udramatyzować I sezon tego serialu! Krowy zaraziły się od byka kupionego na aukcji, który miał – jak się później okazuje – sfałszowane świadectwo zdrowia…

Podobnie jest ze zwłokami Wes’a znalezionym przez Ripa na ranczu — Rip postanawia głębiej zakopać ciało i nikomu o nim nie mówić. W końcu przecież nie takie tajemnice przechowywał i nie takie „mokre roboty” wykonywał dla ojca Beth w czasach, gdy był zarządcą Yellowstone.

Wątek zwłok Wes’a w rękach Taylora Sheridana mógłby posłużyć za oś całego sezonu, ale w „Ranczo Duttonów” szybko o nim zapominamy, choć trzeba przyznać, że scenarzyści co kilka odcinków ponownie do niego wracają. Raczej jednak, by pokazać, że Jacksonowie nie cofną się przed niczym, by zatuszować sprawę, a Rip finalnie wyjawi Beth, że natrafił na to ciało i nawet połączył kropki, by ustalić, kim była ofiara oraz jej potencjalny oprawca.
Gdy zabrakło krów, Beth i Rip udają się po prośbie do Beulah Jackson
Taylor Sheridan słynie z umiejętności budowania napięcia — wystarczy przypomnieć sobie choćby trzymający w napięciu rollercoaster w II sezonie „1923”. W „Dutton Ranch” – w którym Sheridan nie był zaangażowany w scenariusz – jednak tej intensywności brakuje. Wszystko jest jakby na pół gwizdka: konflikty, emocje, relacje. Zamiast wybuchowych starć, dostajemy mdłe rozwiązania – np. wtedy gdy Rip i Beth… zatrudniają się u Beulah Jackson. To nie cliffhanger, to raczej sygnał, że twórcy nie bardzo wiedzieli, dokąd chcą tę historię poprowadzić.

Cały dzień Beth wertuje internety, by dowiedzieć się jak najwięcej o historii biznesowej rancza Jacksonów, a później niczym pilna uczennica wygłasza przetargową prezentację przed zaskoczoną Beulah, by zdobyć u niej pracę i zrealizować strategię biznesową, którą wymyśliła dla swojego rancza.
„Dutton Ranch” to serial, który miał potencjał, ale nie wykorzystał go nawet w połowie. W uniwersum Yellowstone wygląda jak poboczna notatka, a nie pełnoprawny rozdział. Brakuje tu dramatycznych scen, mocnych emocji i wyrazistych konfliktów, które definiują najlepsze produkcje Sheridana. Jeśli jesteś fanem Beth i Ripa, znajdziesz tu kilka momentów, które wywołają uśmiech nostalgii, ale jako całość „Dutton Ranch” pozostawia uczucie niedosytu.
Ogólna ocena serialu RANCZO DUTTONÓW w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 5.5
Neo-western to Twój ulubiony gatunek? – Sprawdź także recenzje tych seriali:

Zostaw odpowiedź