SERIALOVO

, , , , ,

„Potwór: Historia Lizzie Borden”, czyli mix horroru i czarnej komedii z siekierą w tle

Potwór: Historia Lizzie Borden (Monster: The Lizzie Borden Story), serial Netflix, recenzja, sezon 4, 2026, opinie

Najnowsza, 4. już odsłona antologii „Monster” zatytułowana „Potwór: Historia Lizzie Borden” (ang. tytuł „Monster: The Lizzie Borden Story”) na Netflix to najbardziej zaskakujący, a przy tym najlepiej bawiący się własną konwencją sezon tej serii. Twórca – Ian Brennan – zabiera nas do Ameryki schyłku XIX wieku, ale robi to tak, że historia aż buzuje współczesnymi emocjami i motywami. Mamy tu narodziny morderczyni-celebrytki, proces sądowy jako widowisko teatralne, opowieść o kobietach zamkniętych w złotych klatkach oraz queerową historię miłosną. Do tego dochodzą trzy warstwy czasowe, świetne aktorstwo i humor tak czarny i krwawy, że czasem trudno się nie roześmiać w najmniej odpowiednim momencie.

Dlaczego akurat Lizzie Borden? Folkowa legenda wśród potworów

Po Dahmerze (sezon 1), braciach Menendezach (sezon 2) i Edzie Geinie (sezon 3 cyklu „Monster”) wybór Lizzie Borden na bohaterkę kolejnego sezonu wydaje się z początku nieoczywisty. Szybko jednak okazuje się strzałem w dziesiątkę. To postać, która w amerykańskiej mitologii funkcjonuje niemal jak bohaterka ludowa – ma własne piosenki, musicale, książki i sztuki teatralne. Jej imię znają nawet ci, którzy nie mają pojęcia, o co dokładnie chodziło.

Monster: The Lizzie Borden Story, reviews, opinions, Netflix series, 2026, season 4 of the Ian Brennan's anthology

I właśnie ta legenda i sława Lizzie Borden interesuje twórców. Nie pytają tylko o to, czy zabiła, ale o to, jak z oskarżonej o potworną zbrodnię kobiety zrobiono kulturową ikonę. To naturalne dopełnienie poprzednich sezonów, bo „Monster” od początku opowiada o fascynacji publiczności zbrodnią i zbrodniarzem.

Ella Beatty jako Lizzie Borden w 4. sezonie serialu "Potwór: Historia Lizzie Borden", Netflix, 2026

Lizzie Borden (Ella Beatty) jest tu praprzodkinią wszystkich późniejszych morderców-gwiazd. Dziś jej historią zajęłyby się podcasty true crime i TikTok, a w 1893 roku wystarczyły gazety i tłumy pod gmachem sądu w Massechusetts. Serial jednak bardziej bawi się wydarzeniami, które opisano w tych niezliczonych artykułach i książkach, tworząc współczesny remix wydarzeń, które w rzeczywistości np. wydarzyły się w zupełnie innej kolejności lub nie były ze sobą powiązane. Np. w serialu Bridget i Lizzie najpierw mordują znienawidzoną starszą sąsiadkę Berthę Manchester, a dopiero później – ojca i macochę Lizzie. W rzeczywistości Bertha zginęła kilka dni po rozpoczęciu procesu Lizzie, ale jej zamordowanie przy użyciu siekiery przypominało zabójstwo Bordenów, więc stanowiło jakiś argument w obronie Lizzie.

Rodzina Bordenów, czyli piekło urządzone w dobrym tonie

Serial pokazuje dom Bordenów jako szczelnie zamknięte pudełko, w którym wszyscy się dusimy. Ojciec, Andrew Borden (Charlie Hunnam), cieśla zajmujący się produkcją trumien, ignoruje Lizzie, ale nie cierpi też swojej drugiej żony – Abby (Rebecca Hall), którą notorycznie zdradza z kolejnymi gosposiami pracującymi w domu Bordenów. Nieboszczykom, którzy ze względu na wzrost nie mieszczą się w jego standardowych trumnach, po prostu odrąbuje kończyny…

Potwór: Historia Lizzie Borden, 4 sezon serialu Netflix, Ian Brennan, recenzja, opinie, oceny, 2026

Macocha Abby to kobieta głęboko nieszczęśliwa i niespełniona, która swoje żale i frustracje wyładowuje na Lizzie – nieustannie obarczając ją winą za każde niepowodzenie. Mimo że Lizzie jest już dorosłą kobietą, to Abby nadal wypomina jej, że jako małe dziecko dużo płakała, a wychowywanie jej było niczym „kara boska”. Dopełnieniem rodziny jest starsza siostra Emma, która w przeciwieństwie do Lizzie ma szansę na zamążpójście i prawdopodobnie na większość spadku. Dla Lizzie przyszłość oznacza biedę i los starej panny na łasce innych.

Potwór Historia Lizzie Borden, Netflix, sezon 4 antologii Iana Brennana, recenzja, opinie

To sprytne uzasadnienie zbrodni, bo twórcy nie usprawiedliwiają jej wprost, ale pozwalają zrozumieć, skąd narasta ta presja. Kobiety w XIX-wiecznej Ameryce nie mają podmiotowości. Ich życie to kwestia majątku, opinii i zamążpójścia, a próby wyswatania Lizzie wyglądają jak targ, na którym ona sama jest towarem. Pieniądze ojca stają się tu nie tyle motywem, ile jedyną drogą do wolności. W tym świetle siekiera wydaje się jedynym narzędziem emancypacji, jakie bohaterka ma pod ręką. To perwersyjne, ale przekonujące.

Bridget Sullivan, czyli niepozorna gosposia, która zjadła cały serial

Na niemal równorzędną główną bohaterkę serialu wyrasta nowa gosposia zatrudniona przez Abby – Bridget „Maggie” Sullivan, którą świetnie zagrała niemiecka aktorka Vicky Krieps, znana z serialu „Das Boot” oraz niewielkiej roli Ilse Koch w 3. sezonie „Monster: The Ed Gein Story”. Rola gosposi w realnej historii była marginalna, ale serial robi z niej jedną z osi fabuły. Bridget jest tu kochanką Lizzie, inspiratorką zbrodni i współsprawczynią, a do tego, jakby tego było mało, kochanką ojca Lizzie i niedoszłą matką jego dziecka. Jest też swego rodzaju „kobietą pracującą”, która zna się na wszystkim – wie, jak wywabić krwawą plamę z szezlonga, jak otruć nieświeżymi ostrygami, jak doprowadzić do poronienia niechcianego dziecka…

Ella Beatty jako Lizzie Borden i Vicky Krieps jako Bridget Sullivan w serialu "Monster: The Lizzie Borden Story", Netflix, opinie, recenzje

Brzmi jak telenowelowy przesyt? Owszem, ale Krieps gra to z taką wyrafinowaną ambiwalencją, że postać nigdy nie staje się karykaturą. Raz wygląda na ofiarę, raz na manipulatorkę, a my do końca nie wiemy, kto tu kogo prowadzi za rękę. Ta zmiana perspektywy ma też głębszy sens – służąca, zwykle niewidzialna w historii, dostaje wreszcie sprawczość. Klasowa nierówność między paniami i służącą miesza się z pożądaniem, a ten konflikt zasila całą opowieść.

Potwór: Historia Lizzie Borden (Monster: The Lizzie Borden Story), antologia Netflix, sezon 4, recenzja

Dla kronikarskiej rzetelności dodam jeszcze, że Vicky Krieps wciela się tu również w rolę Elżbiety Batory, której krwawą historią zaczytują się Lizzie i Bridget, marząc o tak szalonym, odważnym i pozbawionym tłamszących je facetów życiu.

Gołębnik Lizzie Borden, czyli sanktuarium dla uciśnionych kobiet

Jeśli dom Bordenów jest więzieniem, to gołębnik Lizzie jest jedyną jego celą, której klucz ma ona sama. To tam rozkwita romans z Bridget, tam kobiety mogą wreszcie być sobą. Kulminacją jest scena kąpieli w krwawej wodzie z sokiem z wiśni oraz lektura książki o legendarnej węgierskiej hrabinie Elżbiecie Batory, która w legendzie kąpała się we krwi dziewic, by zachować wieczną młodość.

Monster: The Lizzie Borden Story, Netflix, reviews, opinions, 2026, Ella Beatty

Ten motyw działa na kilku poziomach. Jest efektownym obrazem, bardzo w stylu Murphy’ego – barokowym, gotyckim i perwersyjnie pięknym. Pokazuje też, że kobiece fantazje o władzy i wolności muszą w tym świecie szukać wyjścia w mroku. Batory pojawia się tu jak patronka wszystkich, które patriarchat uznał za potworne tylko dlatego, że sięgnęły po sprawczość. Wątek LGBT, niezmiennie obecny w serialach Murphy’ego, jest tu nie ozdobą, ale sercem opowieści. Gołębnik i niewinne białe gołębie, tak ukochane przez Lizzie, posłużą też jako bezpośredni motyw zbrodni – gdy pewnego ranka do gołębnika wparuje Abby i wymorduje większość gołębi Lizzie. W rzeczywistości gołębie miał jednak wybić ojciec, przekonany o tym, że roznoszą choroby…

Aktorka Nance O’Neil i proces Lizzie Borden jako teatr min, gestów i kostiumów…

Gdy dochodzimy do sali sądowej, serial zmienia się w satyrę na temat mediów i wizerunku. Nance O’Neil (Jessica Barden), aktorka, przyjaciółka Lizzie i ówczesna quasi-celebrytka żerująca na bogatych sponsorach, uczy ją, jak się ubrać, jak patrzeć, jak odsłonić odrobinę nogi i kiedy zemdleć. To jej teatralne wskazówki mogły sprawić, że ława przysięgłych uznała Lizzie za niewinną.

Jessica Barden jako Nance O'Neil w serialu "Monster: The Lizzie Borden Story", Netflix, recenzje

Najlepsze jest to, że ta historia brzmi dziś boleśnie znajomo. Amerykański system prawny przez te sto kilkadziesiąt lat zmienił się zaskakująco mało i wciąż bywa podatny na tego rodzaju zagrania. Przypomnijmy choćby proces O.J. Simpsona, w którym widowisko również potrafiło przesłonić dowody. Serial kpi z tego z satysfakcją, ale i z gorzką świadomością, że sprawiedliwość często zależy od tego, kto lepiej gra swoją rolę.

Aileen Wuornos i trzy czasy „Monstera”

Trzeci wątek to historia Aileen Wuornos, w którą genialnie wciela się Sarah Paulson, i to w stopniu zupełnie nie do poznania. Przenosimy się do 1988 roku, na Florydę, gdzie Aileen, marna prostytutka podróżująca autostopem, zaczyna zabijać klientów, którzy byli dla niej zbyt brutalni. Pokazana jest jako lesbijka, która wraz z dziewczyną fascynuje się Lizzie Borden. Obie wynajmują nawet jej dom, by spędzić tam noc.

Sarah Paulson jako Aileen Wuornos w serialu "Potwór: Historia Lizzie Borden", Netflix, 2026

Ten zabieg nadaje serialowi nowy wymiar. Mamy dwa czasy, a trzecim jest opowieść o Elżbiecie Batory, więc „Monster” staje się historią o tym, jak kolejne pokolenia kobiet przerabiają mit zbrodni na własne potrzeby. Lizzie jest dla Aileen bohaterką, a dla widza lustrem. Jedno i drugie to kobiety wypchnięte na margines, które sięgają po przemoc. Paulson gra to bez cienia litowania się nad sobą, co czyni tę rolę jedną z jej najlepszych.

Horror, który się śmieje, czyli groteska w pełnej krasie

Poprzednie sezony „Monster” przyzwyczaiły nas do horroru. Tym razem serial wyraźnie ociera się o groteskę, czarną komedię i pastisz. Sceny morderstw są przerysowane do granic: krew tryska fontannami, twarze zamieniają się w miazgę, a siekiery lądują w ciałach z hukiem. Wszystko jest nakręcone tak, żeby szokować, i chyba o to właśnie chodzi.

Ella Beatty w serialu "Potwór: Historia Lizzie Borden" (Monster: The Lizzie Borden Story) na platformie streamingowej Netflix, 2026

Jednak kto zobaczy próbę otrucia rodziny nieświeżymi ostrygami, ten już tego nie zapomni. Wymiotujący rodzice w wykonaniu aktorów to jedna z najzabawniejszych scen serialowych tego roku, a cały sezon dzięki niej dostaje właściwy ton – dowcipny, perwersyjny i wolny od patosu. To odważna decyzja, bo balansuje na granicy dobrego smaku, ale właśnie dzięki niej serial nie staje się kolejną ponurą opowieścią o zbrodni.

Monster: The Lizzie Borden Story, review, opinions, reviews, Netflix series, 2026

Głównym tematem serialu jest mitotwórstwo wokół zbrodni, a także cena, jaką kobiety płacą w świecie, który odmawia im wolności. To koktajl wielu wątków, w którym czuć rękę Murphy’ego, czasem aż zanadto, ale właśnie ta nadmiarowość jest jego siłą. Serial polecam widzom lubiącym true crime podane z przymrużeniem oka, fanom wcześniejszych sezonów „Monster” i „American Horror Story”, a także osobom zainteresowanym tematyką feministyczną i LGBT. Zniechęcić mogą się wrażliwi na przemoc, bo jest jej tu naprawdę dużo i jest bardzo krwawa!


Ogólna ocena serialu POTWÓR. HISTORIA LIZZIE BORDEN
w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 7.5

Ocena: 7.5 na 10.

Lubisz seriale z elementami horroru? – Sprawdź koniecznie także poniższe propozycje!


Odkryj więcej z SERIALOVO

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z SERIALOVO

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej