
Serial „Star City” (polski tytuł „Gwiezdne Miasteczko”) na platformie Apple TV to produkcja, która od pierwszych minut wciąga w świat tak sugestywny, że trudno oderwać od niego wzrok. Serial ten nie tylko rozszerza uniwersum znane z serii „For All Mankind”, ale robi to z taką klasą, że momentami przewyższa swój pierwowzór pod względem emocjonalnej intensywności. Twórcy serwują nam przejmujący, prawdziwy — czasem aż bolesny — obraz życia w państwie totalitarnym, a dzięki znakomitym rolom Rhysa Ifansa, Anny Maxwell Martin i Agnes O’Casey oraz fenomenalnej scenografii, lokacjom, kostiumom i zdjęciom, przenosimy się do sowieckiego „Gwiezdnego Miasteczka” przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Serial trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej sceny, a jego świat jest tak gęsty, że niemal czuć zapach zimnego metalu rakiet i dusznej atmosfery biurowca KGB.
„Star City” to spin-off serialu „For All Mankind”
„Star City” to wzorcowy przykład spin-offu, który nie tylko uzupełnia główną sagę, ale wręcz ją wzbogaca i rozwija. Zamiast powtarzać schematy, serial pokazuje rewers kosmicznego wyścigu — tę mniej znaną, bardziej mroczną stronę rywalizacji USA i ZSRR. W serialu pojawiają się pojedyncze postaci, które poznaliśmy w „For All Mankind”, ale grane przez innych aktorów, w innym momencie ich życia. Najważniejsze z nich to Irina Morozova (Agnes O’Casey) – młoda pracownica zespołu inwigilacji w jednostce KGB, która w przyszłości stanie na czele Gwiezdnego Miasteczka (w `”For All Mankind” grałą ją Svetlana Efremova) oraz Sergei Nikulov (Josef Davies), błyskotliwy młody inżynier wspierający swojego mistrza, szefa radzieckiego programu kosmicznego Sergeja Koroleva (Rhys Ifans). W postać Nikulova w „For All Mankind” wcielał się Piotr Adamczyk, który w toku kariery został szefem Roscosmos.

„For All Mankind” od początku opierało się na idei alternatywnej wersji historii, ale jego perspektywa była przede wszystkim amerykańska i optymistyczna. Związek Radziecki pojawiał się tam jako groźny rywal, cień, a czasem jako czające się zagrożenie — ale nigdy jako pełnoprawny świat, który można poznać od środka. Serial „Star City” wypełnia tę lukę i odważnie wkracza w sam środek odizolowanego miasteczka, gdzie wykuwane są kolejne kosmiczne misje Sowietów.

Zamiast patrzeć na ZSRR przez pryzmat NASA, wchodzimy do środka sowieckiego programu kosmicznego. Zamiast domyślać się, jak wyglądało życie w Gwiezdnym Miasteczku, oglądamy je z detalami, które budują kompletny obraz. Zamiast stereotypów o „zimnym i bezdusznym systemie”, dostajemy ludzi z krwi i kości, uwikłanych w mechanizmy totalitarnego państwa. To sprawia, że „Star City” nie jest dodatkiem — jest brakującą połową historii, która pozwala zrozumieć pełny kontekst kosmicznego wyścigu USA–ZSRR.

W „Star City” zanurzamy się w świat sowieckich kosmonautów, ich rodzin, naukowców i funkcjonariuszy bezpieki, którzy działają w cieniu propagandy, permanentnej inwigilacji i ciągłego strachu. To spojrzenie nie tylko świeże, ale też niezwykle potrzebne: pokazuje, że za wielkimi sukcesami kosmicznymi kryły się ludzkie dramaty, manipulacje, polityka i wielkie tragedie.
Czy „alternate history” może smakować prawie jak dokument?
Choć „Star City” formalnie należy do nurtu alternate history, trudno oprzeć się wrażeniu, że oglądamy serial niemal dokumentalny. Obraz ZSRR jest tak bliski prawdzie, że fikcyjne elementy — jak zmodyfikowane daty, miejsca, inne decyzje polityczne, wymyślone postaci czy nieistniejące misje — stapiają się z rzeczywistością epoki Leonida Breżniewa, jaką znamy z kronik filmowych.

Wszechobecne podsłuchy, kontrola informacji, brutalne metody KGB, promowanie miernot lojalnych wobec systemu — wszystko to tworzy świat, który jest przerażająco autentyczny. Twórcy nie muszą przesadzać ani koloryzować: totalitaryzm broni się sam swoją surową logiką, której uosobieniem jest Lyudmilla Raskova (Anna Maxwell Martin), pułkownik KGB, zabezpieczająca Gwiezdne Miasteczko przed infiltracją przez obce wywiady i tropiąca wszelkie polityczne odchylenia, a jednocześnie walcząca o utrzymanie własnej ciężko wypracowanej latami pozycji.

„Star City” korzysta z założeń „For All Mankind”, gdzie wyścig kosmiczny potoczył się inaczej niż w rzeczywistości. Jednak w tym spin-off’ie alternatywność jest bardziej tłem niż głównym motorem opowieści. To rzadki przypadek serialu, który spełnia zasady gatunku „alternate history”, a jednocześnie działa jak realistyczny dramat polityczny i momentami przypomina dokument o życiu w totalitarnym państwie. „Star City” nie bawi się w spektakularne „co by było, gdyby…”. Zamiast tego pokazuje, jak naprawdę mogło wyglądać życie w sowieckim programie kosmicznym, gdybyśmy mogli zajrzeć za jego kulisy.
Science-fiction czy raczej polityczny thriller?
Choć „Star City” rozgrywa się w świecie kosmicznych technologii, to science-fiction jest tu jedynie tłem. Na pierwszy plan wysuwa się polityka — ta mała, codzienna, biurowa, i ta wielka, decydująca o losach ludzi i całych misji. Owszem, mamy tu historię pierwszego kosmonauty stąpającego po powierzchni Księżyca, pierwszy lot kobiety w kosmos, mamy potajemną wyprawę na Wenus i dramatyczne okoliczności jej powrotu na Ziemię, ale to tylko część większej układanki.

„Star City” to serial, który sprytnie wymyka się prostym etykietom gatunkowym. Formalnie należy do świata science fiction, bo opowiada o przełomowych misjach kosmicznych, technologii wyprzedzającej epokę i alternatywnej historii podboju kosmosu. Ale emocjonalnie, tematycznie i strukturalnie jest to przede wszystkim polityczny thriller — gęsty, duszny, pełen intryg, podsłuchów i walki o wpływy. Najważniejsze są w nim mechanizmy władzy: ukrywanie prawdy, manipulowanie ludźmi, walka o wpływy, strach przed niewłaściwym słowem i ruchem. Serial pokazuje, że w ZSRR nawet kosmos był narzędziem politycznym.

W przeciwieństwie do „For All Mankind,” gdzie najbardziej dramatyczne sceny rozgrywały się w kosmosie – podczas kolejnych misji NASA, w „Star City” największe napięcie czujemy w dusznych, ponurych korytarzach biurowców w Gwiezdnym Miasteczku.
Historia pierwszej kobiety w kosmosie
Jednym z najbardziej poruszających wątków jest historia pierwszej kobiety w kosmosie. Do tej roli szykowana była Yana Akhmatova, ale pułkownik Raskova oskarża ją o bycie amerykańskim agentem, a gdy okazuje się, że to pomyłka – zmusza swoją młodą podwładną Irinę Morozovą do jej zabicia. Na pierwszą sowiecką kosmonautkę zostaje odgórnie namaszczona Anastasia Belikova (Alice Englert) – młoda pilotka, która w ekspresowym tempie musi nadrobić zaległości w szkoleniu.

Serial pokazuje, że pospieszne wysłanie Belikovej w kosmos to po prostu część wyścigu propagandowego ze zgniłym Zachodem. Sowieci chcieli za pomocą pierwszej kobiety-kosmonautki potwierdzić swoją równościową ideologię, a wewnętrznie wykorzystać jej historię do celów propagandowych.

Po powrocie z kosmicznej misji, Anastasia Belikova zostaje pospiesznie wysłana do Paryża, by występować przed światowymi mediami i stanowić żywy dowód wyższości sowieckiej nauki, myśli technicznej i ustroju. Później zostaje przymuszona do zaaranżowanego odgórnie małżeństwa z innym kosmonautą, Sashą Polivanovem (Solly McLeod). A gdy myśli, że po zakończeniu zagranicznego touru prasowego będzie mogła wziąć udział w kolejnej misji, dowiaduje się, że jest zbyt cenna dla państwa, by narażać jej życie, więc teraz będzie jeździć po szkołach i zakładach pracy w roli maskotki ocieplającej totalitarny reżim.
Irina Morozova — narodziny legendy KGB
Fani „For All Mankind” doskonale pamiętają Irinę Morozovą jako bezwzględną, ale niezwykle kompetentną szefową Gwiezdnego Miasteczka. Serial „Gwiezdne Miasteczko” pokazuje początki jej wieloletniej kariery w radzieckim programie kosmicznym — poznajemy ją tu jako młodą i bardzo ambitną pracownicę KGB, która musi manewrować w świecie pełnym pułapek, by zdobyć zaufanie przełożonych, szczególnie wymagającej pułkownik Raskovej.

Młoda Irina zaczyna od pracy w jednostce, która całymi dniami przesłuchuje nagrania z podsłuchów zamontowanych u mieszkańców Gwiezdnego Miasteczka (nawet u tak znamienitych ludzi, jak czołowi kosmonauci) i wyszukuje w nich ślady odchyleń od normy, niesubordynacji, czy nawet niewierności małżeńskiej. Sama też podejmuje czasem ryzykowne decyzje, które sytuacje zgłaszać wyżej, a które samodzielnie próbować rozwikłać.

To fascynujący portret kobiety, która w systemie stworzonym przez mężczyzn potrafiła znaleźć drogę na szczyt władzy. Jej rozwój jest jednym z najlepiej napisanych wątków serialu: subtelny, realistyczny, pełen napięcia. Agnes O’Casey gra tę rolę z imponującą precyzją i stopniowo pokonuje kolejne szczeble wtajemniczenia w mroczne sekrety KGB.
Irina Morozova jest testowana przez płk. Raskovą i zdaje kolejne testy, a w międzyczasie odkrywa, że amerykańskim kretem w Miasteczku jest Valya Mironov (Adam Nagaitis) – jeden z pierwszych radzieckich kosmonautów.
Sowieccy naukowcy i los Sergeja Koroleva
„Star City” nie zapomina o tych, którzy byli fundamentem sowieckiego programu kosmicznego — naukowcach i inżynierach. Postać Sergeja Koroleva (w tej roli przejmujący Rhys Ifans), jednego z najważniejszych inżynierów w historii astronautyki, jest tu przedstawiona z ogromnym szacunkiem, ale też bez upiększeń. W rzeczywistości ZSRR długo ukrywało jego prawdziwe dane, obawiając się, że wrogie państwa dokonają zamachu na głównego inżyniera, by storpedować radzieckie plany podboju kosmosu.

Serial pokazuje jego geniusz, ale również smutny los człowieka, który pracował w systemie gotowym zniszczyć każdego, kto choćby na chwilę urwał się z krótkiej smyczy lub stracił polityczne poparcie. To wątek, który dodaje serialowi głębi i historycznej prawdy.

„Star City” to jeden z najlepszych seriali Apple TV ostatnich lat — produkcja dopracowana, emocjonalnie intensywna i wizualnie zachwycająca. Scenarzysta i producent Ronald D. Moore – znany z takich seriali, jak „Star Trek”, „Battlestar Galactica”, „Outlander” i „For All Mankind” – stworzył świat, który jest jednocześnie alternatywną historią i wiernym odbiciem sowieckiej rzeczywistości. Serial trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej sceny, a dzięki znakomitym rolom i fenomenalnej realizacji technicznej ogląda się go jak wysokobudżetowy thriller polityczny. To idealne uzupełnienie uniwersum „For All Mankind”, ale też dzieło, które broni się samodzielnie — jako poruszająca opowieść o władzy, strachu, ambicji i cenie, jaką płaci się za marzenia o kosmicznych podbojach i wolności.
Ogólna ocena serialu STAR CITY (Gwiezdne Miasteczko)
w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 9
Sprawdź także, które miejsce zajmuje „Star City” w stale aktualizowanym Rankingu Najlepszych Seriali 2026 roku!


Zostaw odpowiedź