
W natłoku nowych i powracających seriali, których wysyp pojawił się w ostatnich tygodniach, prawie przegapiłem premierę nowej polskiej produkcji pt. „Piekło Kobiet” na platformie HBO Max. Przyznaję, że tytuł zapowiadał jakieś mocno dydaktyczne dzieło, a że w temacie praw kobiet mam wyrobione stanowisko i w 100 proc. popieram pełne prawo kobiet do decydowania o ich ciele, to odłożyłem ten tytuł na później. Ponieważ jednak lubię historie osadzone w dwudziestoleciu międzywojennym, to w końcu skusiłem się i w kilka wieczorów obejrzałem 6-odcinkowe „Piekło kobiet” – serial interesujący, niepokojąco aktualny, choć nie pozbawiony wad i uproszczeń, ale celnie pokazujący różne formy przemocy wobec kobiet w przedwojennej Polsce.
Fortuna Amandi, czyli jak sobie radzono w epoce przed wynalezieniem Tindera…
Akcję serialu „Piekło kobiet” osadzono na początku lat 30. minionego wieku w Warszawie (choć wiele scen nakręcono w Łodzi) – mieście pełnym kontrastów ekonomicznych, społecznych i politycznych, ale równocześnie miejscu dającym największe szanse w kraju na karierę i przeskoczenie do wyższej klasy. Z serialu, Warszawa wyłania się jednak jako miasto nieprzyjazne, bezwzględne, zdeprawowane, w którym wąska elita może wszystko, a biedne masy – są skazane na ciężką pracę i życie w biedzie i brudzie. Chwilami można pomyśleć, że to jakaś historia rozgrywająca się w Chicago w czasie Wielkiego Kryzysu – brutalny kapitalizm jest tu obowiązującą religią.

Główną bohaterką jest Helena Wróblewska (Agata Turkot) -redaktorka poczytnego pisma matrymonialnego „Fortuna Amandi”, którego popularność wynika z publikacji ogłoszeń towarzysko-matrymonialnych. Helena jest żoną przystojnego właściciela i redaktora naczelnego pisma – Maksymiliana Wróblewskiego (Mateusz Damięcki). Para stara się o dziecko, ale bezskutecznie…

Do redakcji „Fortuna Amandi” przychodzi anonimowy list od kobiety, która przez ogłoszenie w piśmie poznała niebezpiecznego mężczyznę, który ją zgwałcił. Tajemniczy list staje się wyzwalaczem do prywatnego śledztwa, które Helena z pomoc pracowników redakcji (ale wbrew swojemu mężowi) zaczyna prowadzić, próbując ustalić, kim mogła być skrzywdzona kobieta oraz jej oprawca.
Spędzanie płodu, czyli krwawe podziemie aborcyjne w II RP
Jedna z pierwszych scen w „Piekle kobiet” od razu jasno i bez ogródek ustawia sytuację kobiet z niższych klas. Młoda tancerka Zuzanna Heckmannówna (Paulina Krzyżańska) odwiedza ponurą spelunę, w której zdesperowane kobiety w potrzebie przyjmuje szemrana akuszerka. Zuzanna kładzie się na brudnym stole, zagryza patyk wsadzony jej między zęby, a akuszerka wygina zakrwawiony druciany wieszak, którym wykonała już niezliczoną liczbę skrobanek… Kilka godzin później Zuzanna już nie żyje – wykrwawi się we własnym łóżku.

Przenosimy się do szpitala, gdzie młody student medycyny i brat Zuzanny – Emil Heckmann (Hubert Miłkowski) podczas badania ginekologicznego diagnozuje ciążę u pewnej biednej kobiety, matki siedmiorga dzieci. Kobieta jest szczerze przerażona wizją rodzenia ósmego dziecka – informuje Heckmanna, że jej mąż właśnie stracił pracę i już ma problem z wykarmieniem wszystkich dzieci. Gotowa jest zapłacić za usunięcie ciąży. Heckmann próbuje poprosić swojego profesora (Jacek Poniedziałek), by pomógł kobiecie, ale ten zasłania się polskim prawem. Na argument, że kobieta i tak dokona aborcji, ale w sposób i w warunkach, które mogą ją zabić – profesor odpowiada złowieszczym zdaniem, że „każdy lekarz ma swój cmentarz”.

Heckmann słusznie jednak zauważa, że gdyby to zamożna kobieta z klasy wyższej chciała przerwać ciążę, to pan profesor przyjąłby ją i pomógł w bezpiecznym rozwiązaniu problemu… I rzeczywiście kilka odcinków później dostaniemy dobitne potwierdzenie tej tezy.

Młoda siostrzenica Maksymiliana Wróblewskiego – Ewa (Maria Kowalska), która wbrew swojej woli została wydana za mąż za zamożnego producenta prezerwatyw (o ironio!) Ludwika Apostołowicza (Piotr Polak), zostaje brutalnie zmuszona do stosunku przez własnego męża i zachodzi w niechcianą ciążę. Gdy upadek ze schodów nie załatwia sprawy, Ewa podczas pobytu w szpitalu zaoferuje profesorowi gruby zwitek banknotów i następnego dnia profesor zakomunikuje wszystkim, że płód w jej łonie jednak obumarł…
Kabarety, tancereczki, opium i biznes pornograficzny…
Najsłabszym ogniwem „Piekła kobiet” jest intryga kryminalna, czyli klasyczny „whodunnit” – mamy kolejne gwałty na kobietach korzystających z ogłoszeń matrymonialnych zamieszczanych z „Fortuna Amandi”, a redaktorka Helena Wróblewska z pomocą studenta medycyny Heckmanna usiłują na podstawie licznych tropów ustalić, kim jest seksualny drapieżca.

Im bardziej Helena zbliża się do poznania prawdy, tym bardziej czujemy, że drapieżca to ktoś z jej bezpośredniego otoczenia. Okazuje się, że Zuzanna pracowała jako tancerka w szemranym kabarecie, miejscu spotkań elity ekonomicznej stolicy – policjantów, prokuratorów, biznesmenów i polityków, gdzie dochodziło do stręczenia tancerek, korzystania z opium, a także tworzenia zdjęć pornograficznych… W tym brudnym biznesie przewodnią rolę odgrywała zdeprawowana Róża Milwicz (Katarzyna Herman), starsza siostra Maksymiliana Wróblewskiego.

Gdy Helena zacznie podejrzewać własnego męża o popełnienie gwałtów, to Maksymilian i Róża skutecznie doprowadzą do uznania Heleny za niepoczytalną i zamknięcia jej w zakładzie dla obłąkanych. Ostatecznie okaże się, że Helena zaszła w ciążę ze swoim młodym kochankiem Heckmannem, a jej małżonek Maks okaże się bezpłodny – stąd ich problem z poczęciem dziecka. A zatem Maks – mimo licznych poszlak nie mógł być gwałcicielem, bo ten przecież zapłodnił Zuzannę…

Niestety chaotyczny, bałaganiarski sposób prowadzenia intrygi kryminalnej nie sprzyja czerpaniu przyjemności z odkrywania, kim jest gwałciciel. Gdy już dowiadujemy się, kto tak naprawdę stał za napaściami na kobiety, to odkrycie to można jedynie skwitować wzruszeniem ramion – oczywiście był to najbardziej wyszczekany, ultrakonserwatywny „katotalib” – no co za niespodzianka?!
Boy-Żeleński i pierwsze sygnały oporu – praca u podstaw i edukacja
Tytuł serialu nawiązuje do zbioru felietonów, które Tadeusz Boy-Żeleński wydał w 1930 roku właśnie pod tytułem „Piekło kobiet”. Siłą rzeczy nie mogło więc zabraknąć tej postaci w serialu – Tadeusz Boy-Żeleński (w serialu gra go Tomasz Sapryk), krytyk literacki, eseista, działacz społeczny, a z wykształcenia lekarz – który wraz ze swoją ówczesną partnerką – Ireną Krzywicką – prowadził od 1931 r. Poradnię Świadomego Macierzyństwa w Warszawie, która również pojawia się w serialu.
Naczelny „Fortuny Amandi” – chcąc podnieść prestiż swojego pisma – publikuje odważny felieton na temat praw kobiet autorstwa popularnego w stolicy Boya-Żeleńskiego, ale po wściekłym ataku prawicy na pismo za tę publikację, tchórzliwie wycofuje się ze wspierania postępowych poglądów.

Irena Krzywicka to z kolei jedna z pierwszych polskich feministek – kobieta, która przed wojną odważnie walczyła z polskim „ciemnogrodem”, szerząc edukację seksualną, wiedzę o antykoncepcji i świadomym macierzyństwie. Myślę, że jej postać mogłaby odegrać większą rolę w tym serialu, ale niestety została tylko marginalnie wspomniana. Szkoda, że autorzy nie wykorzystali okazji, by przybliżyć widzom tę nieco zapomnianą kobietę, która swoją odwagą i bezkompromisowością doprowadzała kościółkową prawicę do wściekłości.
II Rzeczpospolita w serialu „Piekło kobiet” to tylko nieco bardziej prymitywna wersja państwa, jakie kato-narodowy reżim PiS próbował zbudować w latach 2015-2023, a czego ukoronowaniem był haniebny wyrok pseudo-trybunału Przyłębskiej z 2020 roku. Kobiety skazane na radzenie sobie w każdy możliwy sposób – te zamożne jakoś dadzą radę, a te biedne – po prostu zapłacą życiem. I widzieliśmy to, gdy lekarze bali się przerywać ciąże zagrażające życiu, a kobiety umierały na sepsę.
Ogólna ocena serialu PIEKŁO KOBIET w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 6.5
Lubisz polskie seriale? – Sprawdź, jakie polskie seriale można obejrzeć w serwisach streamingowych!


Dodaj komentarz