
Nowy polski serial „Aniela” wylądował na Netflixie akurat w momencie lekkiej posuchy – odpaliłem go więc z ciekawości, bez większych oczekiwań, a w zasadzie z pewnym niepokojem, czy aby nie będzie to jakaś kolejna niedogotowana „Gąska” (aluzja do słabego sitcomu z Amazon Prime). I przyznam, że dawno już nie widziałem tak brawurowej, skrzącej się ciekawymi pomysłami polskiej komedii! Małgorzata Kożuchowska swoją ekranową charyzmą przykrywa pewne niedociągnięcia, a kilkoro młodych, mniej znanych aktorów oraz świetna Gabriela Muskała w podwójnej roli bliźniaczek i Cezary Pazura jako czarny charakter dotrzymują jej kroku. Jeśli szukacie komedii, która poza szaloną fabuła i paletą wyrazistych bohaterów ma też ciekawe obserwacje społeczne w rytmie hiphop, to „Aniela” – dzieło Pawła Demirskiego – powinna przypaść wam do gustu.
Społeczny upadek Anieli – czyli jak się stoczyć, to z hukiem!
Aniela Krajewska (Małgorzata Kożuchowska) to modna żona odnoszącego sukcesy biznesmena Jana (Jacek Poniedziałek) i matka Łucji (Lila Vasina), wspaniałej wegańskiej latorośli. Jej życie jest miłe, przyjemne i spędzane na wernisażach i eventach, aż pewnego dnia Jan oświadcza, że nie jest z nią szczęśliwy i pragnie spróbować ze swoją dawną miłością z czasów harcerstwa – przebrzmiałą piosenkarką Zofią (Renata Dancewicz). Aniela eksploduje i dźga męża sztućcem w brzuch, a później w zakrwawionej sukience i w futerku oraz butelką szampana w ręku ląduje na policji, by złożyć zeznanie…

Serial „Aniela” zaczyna się ostro i nie bierze jeńców, ale ten klimat trochę na pograniczu wczesnego Almodovara skrzyżowanego z latynoamerykańską telenowelą, to nie jedyne jego atrakcje. Na poziomie narracji, wykorzystano chwyt znany m.in. z „House of Cards” – Aniela w najbardziej gorących momentach odwraca się do kamery, mruga do nas okiem i wrzuca osobiste komentarze, skierowane wprost do widowni. Taki zabieg często wypada sztucznie, ale Kożuchowska zgrabnie wykorzystała go, do sukcesywnego budowania swojej postaci i jej relacji z widzami.

Po rozstaniu z mężem, Aniela ląduje w obleśnym mieszkanku na warszawskiej Pradze, co wizualnie jest przeskokiem z pierwszego do trzeciego świata. Praga może jest bardziej zwyrolska, brudna, hiphopowa, ale też bardziej szczera i bezpośrednia. Nikt tu nie udaje kogoś, kim nie jest i nie wtrąca się w życie innych. Aniela szybko tworzy sobie paczkę lokalnych znajomych, a nawet wyrywa młodego wytatuowanego kochanka „z klasy ludowej” – Armaniego (Filip Plawiak).
Jak słyszę, jest „mała” aferka wokół wykorzystania w „Anieli” postaci ekspedientki-influencerki, która usiłuje zrobić karierę w social mediach i jakoby z racji różowych włosów jest kopią niejakiej @Frogoshoposting. No fakt, o tej postaci przeczytałem kiedyś jeden tekst, ale i tak zapadł mi w pamięć, więc jak zobaczyłem pierwszą scenę w sklepie, to od razu pomyślałem, że autor się zainspirował…
PPP, czyli Przyszły Prestiżowy Projekt Anieli
Aniela wpada w sidła dwóch sióstr bliźniaczek Ewy i Edyty (w obu rolach świetna Gabriela Muskała) – jedna prawniczka, ponoć najgorsza w mieście, a druga – dyrektorka koszmarnej szkoły gastronomicznej na Pradze, w której Aniela zaczepia się jako nauczycielka polskiego (posiadanie stałej pracy to warunek męża, by mogła spotykać się z córką).

Jak się okazuje, dwie siostry mają swój ambitny plan, by wypłynąć na szerokie wody warszawskiego rynku nieruchomościowego. PPP czyli Przyszły Prestiżowy Projekt, to pomysł przekształcenia działki na której stoi szkoła w wielki kompleks handlowo-gastronomiczno-mieszkaniowy. Aniela z racji swojego rozeznania w światku bogatych i uprzywilejowanych ma być Szefową PR tego genialnego projektu. Ceną biznesowego sukcesu diabolicznych bliźniaczek – które dodatkowo weszły w konszachty z prawnikiem Mareckim (Cezary Pazura), wrogiem Anieli – jest likwidacja szkoły, która dla wielu dzieciaków z klasy ludowej Pragi (pozwolicie, że pozostanę w leksykalnej estetyce serialu) może być ostatnią szansą wyjścia na ludzi.

Twórcom niewątpliwie udało się w przekonujący sposób pokazać transformację Anieli – od naiwnej, bezradnej laski w stylu słodkiego kociaka do zaradnej, samowystarczalnej (prawie) i przedsiębiorczej kobiety wielu talentów (edukacja, mentoring/coaching, obróbka talentów hiphopowych, organizacja eventów kulinarnych, itp).
Jan przekonywał Anielę, że porzucając ją w tak nagły sposób, chciał nią wstrząsnąć i zmusić do ogarnięcia się życiowego. W finałowym odcinku, to Aniela ratuje mu tyłek i udowadnia, kto tak naprawdę ma jaja. Być może Jan osiągnął swój cel bardziej niż by chciał. Stworzył uroczego potwora w sztucznym futrze!
Kochanek z klasy ludowej czy zakłamany mąż?
Niewątpliwie naturalistyczny krajobraz warszawskiej Pragi i jej mieszkańców, to mocna strona „Anieli”. Dla wielu warszawiaków z zachodniej strony miasta, Praga to Azja, dzika kraina, do której lepiej się nie zapuszczać – zamieszkała przez dresiarzy, gangusów i dziwne typiary, nie poddające się obowiązującym na Instagramie kanonom piękna.
Początkowo Aniela wydaje się tam nie na miejscu, ale w gruncie rzeczy w swoim osobliwym futerku, z którym praktycznie się nie rozstaje, pasuje idealnie do tego wyluzowanego środowiska. Nic więc dziwnego, że szybko wpada w oko lokalnemu dilerowi. Armani kompletnie traci głowę dla pięknej damy, a piękna dama wreszcie może się ruchać z jurnym, młodym kochankiem z klasy ludowej, o czym z rozbrajającą szczerością informuje widzów.

Gdy Jan ląduje w szpitalu, Aniela pędzi do szpitala i jak sama przyznaje, przechodzi jej przez myśl opcja, że może mogłaby wykorzystać okazję, by zawalczyć o pojednanie z mężem i powrót do dawnego życia, ale ostatecznie, to jej lewicująca córka, nowe psiapsiuły-typiary i kochanek Armani zatrzymają Anielę na Pradze, a ona zawalczy o stanowisko dyrektorki szkoły gastronomicznej…
Banan vs. typiary, czyli dlaczego Praga umie w hiphopa
Obskurna Praga w wielu ujęciach nabiera klimatu niczym z amerykańskiego teledysku, a Kożuchowska w swoim nieodłącznym futrze prezentuje się niczym królowa tej dzielni. Ale to jej podopieczne z liceum gastronomicznego, – Lena (Pitry) i Viola (Anita Szepelska) – mające swoje porachunki z młodocianym gwiazdorem hiphopa – niejakim Bananem (Antoni Sztaba) – przypadkowo synem prawnika Mareckiego – udowadniają, co jest prawdziwą siłą tej dzielni. To ich chropowaty, ale szczery głos ludu, znającego prawdziwe życie. Tak, hiphop nigdy nie był muzyką elit, to przecież jest muzyka z czarnoskórych dzielnic biedy w USA, a w stolicy ich odpowiednikiem jest Praga. Dlatego ugładzony i plastikowy Banan (zapewne wzorowany na Macie), ukochany synek bogatego tatusia (Mata to także synek znanego prawnika), przegrywa bezpośredniej starcie z prostymi typiarami z Pragi.

Co ciekawe, serial „Aniela” w pewnym sensie rymuje się z nową produkcją Apple TV pt. „Znajomi i sąsiedzi,” której główny bohater Coop także traci wszystko – żonę, wielki dom i intratną posadę… Aby utrzymać się na powierzchni Coop zaczyna rabować drogie precjoza swoich sąsiadów, Aniela tymczasem staje się filarem defaworyzowanej, lokalnej społeczności i promuje młode talenty hiphopowe oraz kulinarne z Pragi…
Ogólna ocena serialu ANIELA w skali 1-10
(*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 7
Lubisz oglądać polskie seriale na platformach streamingowych? – Sprawdź recenzje tych polskich tytułów!

Dodaj komentarz