SERIALOVO

, ,

„Matki pingwinów” na Netflix to dobrze zrobiony serial obyczajowy

Matki pingwinów, polski serial obyczajowy Netflixa, Mothers of Penguins, recenzja Matek Pingwinów

Dzieci w spektrum autyzmu, dzieci z zespołem Downa, dzieci z porażeniem mózgowym oraz ich udręczeni rodzice, głównie matki – ten opis może zniechęcać, a nie powinien.

Czytamy wstęp jakiejś recenzji serialu Netflixa pt. „Matki pingwinów” i myślimy sobie: och nie, znów jakaś ciężka tematyka społeczna! Hmm, a ten serial to po prostu dobrze napisana i sprawnie zrealizowana opowieść obyczajowa. Ogląda się ten nowy polski serial bardzo dobrze, w czym duża zasługa świetnej ekipy aktorskiej.

Trzy matki i jeden ojciec-gej

„Matki pingwinów” to trzy – a właściwie cztery – historie matek i jednego ojca siedmiolatków, które rozpoczynają swoją szkolną odyseję w Szkole „Cudowna Przystań, próbującej z różnym skutkiem integrować dzieci neurotypowe z dziećmi ze spektrum oraz innymi niepełnosprawnościami.

Kama (Masza Wągrocka) – zawodniczka MMA – nie potrafi przyjąć do wiadomości diagnozy, że jej syn Jaś jest w spektrum autyzmu. Ula (Barbara Wypych) zrobi wszystko, by jej córka Tola z zespołem Downa, miała w szkole dobrych przyjaciół, a Jaś wydaje się dobrym kandydatem. Tymczasem Tatiana (Magdalena Różczka) spędza całe dnie w samochodzie pod szkołą na wypadek, gdyby jej poruszający się na wózku i sparaliżowany syn potrzebował skorzystać z toalety.

Matki pingwinów, serial Netflix, główne bohaterki, Masza Wągrocka, Barbara Wypych, Magdalena Różczka

No i jest jeszcze Jerzy (Tomasz Tyndyk) – samotny ojciec-gej, który wbrew oczywistym faktom uważa, że jego mocno upośledzona córka Hela powinna jednak uczyć się pierwiastków w towarzystwie normalnych dzieci, a nie spędzać czas na zjeżdżalni w szkole specjalnej. Jerzy, obok Kamy, to modelowy przykład wyparcia – kurczowo trzyma się wizji, że córka przez osmozę (?) – w otoczeniu lepiej rozwiniętych dzieci – pokona swoje upośledzenie. Jednocześnie on sam zaniedbuje swoje zdrowie i życie osobiste, niemal odrzucając szanse na perspektywiczną relację z trenerem Kamy.

Matki pingwinów, Mothers of Penguins, Jerzy (Tomasz Tyndyk), polski serial Netflix, recenzje seriali

„Matki pingwinów” nie są dokumentem!

Czytałem krytyczną recenzję „Matek pingwinów”, którą na Wyborczej zamieścił Jarek Szubrycht. Jestem za nią wdzięczny, bo jako osoba nie mająca osobistych doświadczeń w tym temacie mogłem ostatnie 3 odcinki oglądać z szerszej perspektywy. Domyślam się, że będąc rodzicem dziecka w spektrum lub z inną niepełnosprawnością, odbiera się taki serial inaczej – porównujemy serialowe sceny z własnymi doświadczeniami i zawsze wychodzi, że w serialu jest jakoś tak łatwiej, szybciej, bardziej kolorowo, a ludzie są jacyś tacy milsi i bardziej pomocni.

Ale serial fabularny rządzi się swoimi prawami, ma opowiadać wciągającą historię, a nie zanudzać widzów problemami polskiej biurokracji czy niewydolności systemu edukacyjnego. Być może dałoby się nawet te tematy ogarnąć w serialu, ale wtedy byłby to już inny serial, z innym przesłaniem i bohaterami. Być może ktoś powinien pokusić się o stworzenie serialu dokumentalnego i niejako „dopowiedzieć” (dopokazać) realia polskiej rodziny z dzieckiem w spektrum.

Czy dzieci potrzebują wyzwań?

„Matki pingwinów” stawiają dużo ciekawych pytań i nie zawsze dają jednoznaczne odpowiedzi, ale na pewno prowokują do przemyśleń. I do sięgania w pamięć do własnego dzieciństwa – jak to np. rodzice na siłę próbowali „uszczęśliwić” cię tym wyjazdem na kolonie na jakieś zadupie, na który kompletnie nie miałeś/miałaś ochoty. Argumentowali, że nauczysz się samodzielności i radzenia sobie w grupie nieznanych rówieśników.

I gdy wydaje Ci się, że wiesz już, co myśleć o matkach, które domagają się od dyrektora szkoły „wyzwań dla dzieci”, dochodzi do tej wycieczki w góry, która mimo kilku „afer” i skręconej nogi Kamy, okazuje się być dla wielu dzieciaków fantastyczną przygodą, którą pewnie zapamiętają na długo.

Faceci nie dorastają do sytuacji?

Portret mężczyzn to zapewne jedna z tych nielicznych słabszych stron tego serialu. Można dyskutować, czy statystyka popiera aż taki przechył na rzecz matek i czy np. ojciec, który ciężko pracuje, by zarobić na utrzymanie żony pragnącej poświęcić się opiece nad dzieckiem, nie zasługuje również na docenienie.

Matki Pingwinów, Netflix, Mothers of Penguins, Kama (Masza Wągrocka), nowy polski serial Netflixa

Na przykładzie nieco toksycznego ojca Kamy można znów podjąć dyskusję, czy tacy „tradycyjni” ojcowie, co to w imię stymulacji ambicji ciągle tylko krytykują i podnoszą dzieciom poprzeczkę, a na deser prowadzą do fryzjera i zmuszają do obcięcia włosów, to najgorsze zło tego świata. W końcu Kama wyrosła na całkiem fajną, samodzielna kobietę. Z drugiej strony Kama też została „zarażona” takim podejściem i początkowo replikuje je w stosunku do swojego syna, gdy chowa przed nim jego fryzjerskie precjoza i nie przyjmuje do wiadomości, że Jaś może dużo lepiej będzie się czuł w „Cudownej przystani” niż w nadętej polsko-brytyjskiej szkole dla prymusów i dzieci elity.


Ogólna ocena serialu MATKI PINGWINÓW w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód):   6

Ocena: 6 na 10.


Odkryj więcej z SERIALOVO

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.