
Polski serial „Ołowiane dzieci” na Netflix (ang. tytuł „Lead Children”) to ten typ serialu, który pomimo trudnej tematyki ogląda się niemal z zapartym tchem. A wszystko to dzięki postawieniu przez scenarzystów wyraźnego akcentu na silnej, pozostającej w ciągłym ruchu głównej bohaterce, którą z dużą werwą gra Joanna Kulig. Magiczny trik sprawiający, że ten serial wciąga i utrzymuje uwagę to jasno określona misja bohaterki i determinacja w jej realizowaniu krok po kroku. Młoda, nieco naiwna i pełna ideałów „doktórka” Jolanta Wadowska-Król trafia do najbardziej zaniedbanego i zanieczyszczonego przemysłowo zakątka Katowic – osiedla Targowisko i odkrywa, że duma Śląska i całego PRL – monstrualna Huta Szopienice – zatruwa ołowiem dzieci swoich pracowników i okolicznych mieszkańców. Nie brzmi jak temat na wielki hit? – Może na dokument. A jednak za pomocą pewnych zabiegów scenariuszowych wzmacniających stawkę i dramaturgię, twórcy wyrychtowali z tej historii naprawdę aromatyczne serialowe danie!
O doktórce, która parła do przodu…
Serial „Ołowiane dzieci” w reżyserii Macieja Pieprzycy ma jedną wyraźną główną bohaterkę – jest nią młoda, pełna ideałów lekarka, dr Jolanta Wadowska-Król (Joanna Kulig) – postać prawdziwa, choć w serialu dodano jej nieco zasług i podkolorowano niebezpieczeństwa na jej drodze (fikcyjny wątek prześladowania przez bezpiekę, zajście w ciążę), by podkręcić stawkę tej opowieści.

Młoda lekarka pracuje w małej przychodni w Szopienicach, przemysłowej dzielnicy Katowic, nad którą górują wielkie kominy miejscowej Huty Metali Nieżelaznych Szopienice – dumy Śląska i głównego żywiciela okolicznych mieszkańców. Mąż Jolanty – Zbigniew Król (Sebastian Pawlak) to również lekarz, ale urolog robiący karierę na wyższym szczeblu szpitalnym. Para ma dwójkę dzieci i wydaje się typowym polskim małżeństwem, w którym to kobieta jest heroiczną „matką Polką”, siłaczką ogarniającą dom, dzieci, pracę i popychającą sprawy do przodu, a małżonek nieniepokojony robi karierę – do czasu…

Akcja serialu rozgrywa się głównie w 1974 roku, gdy nasza bohaterka jest świadkiem serii dziwnych wypadków z udziałem dzieci – omdlenia, utrata przytomności, krwawe wymioty, ciemny nalot na dziąsłach i rzucająca się w oczy apatia oraz zbyt niska waga jak na ich wiek. Gdy zaczyna drążyć temat, odkrywa, że w miejscowych szpitalach jest wiele dzieci z podobnymi objawami, które są leczone na anemię, ale zaraz po wypisaniu ich do domu, ich stan znów się pogarsza.

W końcu lekarka wpada na trop potencjalnego zatrucia ołowiem i przekonuje ordynatorkę Kliniki Pediatrycznej w Zabrzu, profesor Krystynę Berger (Agata Kulesza), do swojej teorii, a przeprowadzane po cichu testy moczu potwierdzają wielokrotne przekroczenie wszelkich norm zatrucia ołowiem u leczonych dzieci. Jedynym sposobem, by pomóc dzieciom z ołowicą, to wywieźć je poza zatruty obszar i pozwolić organizmowi oczyścić się. Ale jak to zrobić jeśli problem dotyczy kilkuset dzieci, w państwie chronicznego niedoboru, jakim był PRL? A dodatkowo jeszcze trzeba przekonać rodziców dzieci – którzy nie są ufni wobec lekarzy i obawiają się, że otwarte wskazanie Huty jako źródła problemu, może tylko podkopać ich jedyne źródło utrzymania.
Chorujące dzieci w cieniu lokalnej polityki…
Każdy z sześciu odcinków serialu „Ołowiane dzieci” rozpoczyna się wykreowanym z materiałów archiwalnych odcinkiem kroniki filmowej, która buńczucznym głosem lektora maluje propagandową laurkę Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej złotej ery Edwarda Gierka – 10. potęgi gospodarczej świata! A przemysłowy Górny Śląsk przedstawiany jest w kronice jako motor napędowy tej gospodarki. Nic dziwnego, że dyrekcja Huty wymuszała bicie kolejnych rekordów produkcji poprzez usuwanie filtrów z kominów! Ale na szczęście mieszkańcy Śląska mogą po ciężkiej pracy relaksować się w okolicznych basenach, które władza dla nich wybudowała… Szkoda, że nikt nie pomyślał, by sprawdzić jaki jest w nich poziom zatrucia wody ołowiem!

Dzielna lekarka przemierza brudne uliczki Targowiska, najbardziej narażonego osiedla sąsiadującego z Hutą. W powietrzu cały czas unosi się dziwny pył… W jednej ze scen bohaterka – niczym w słynnej reklamie Mentosa z lat dziewięćdziesiątych – łamie obcas w bucie. Ale to jej nie powstrzyma przed odwiedzeniem kolejnego chorego dziecka – zdejmuje buty i idzie dalej boso po toksycznej ziemi… Nic dziwnego, że później okazuje się, że dr Wadowska-Król również cierpi na ołowicę.

Jest rok 1974 i zbliżają się obchody XXX-lecia PRL, a do Polski z gospodarską wizytą wybiera się I sekretarz z bratniego Związku Radzieckiego, Leonid Breżniew, który ma odwiedzić także Katowice. Wielka feta na cześć znamienitego gościa szykowana jest w Spodku, ale trzeba też pokazać Breżniewowi jakiś zakład pracy. I tu pojawia się pomysł, by I sekretarz KPZR odwiedził Hutę Szopienice, która właśnie śrubuje kolejne rekordowe wyniki produkcji!

Tymczasem w Katowicach trwa w najlepsze lokalna wojenka dwóch partyjnych baronów – zasłużonego, starzejącego się wojewody i młodszego I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR, którzy rywalizują o wpływy i dostęp do ucha Edwarda Gierka. Jerzy Ziętek (Marian Dziędziel), wojewoda katowicki to pomnikowa postać, dawny powstaniec śląski, człowiek prawy i względnie niezależny – w kluczowym momencie stanie po stronie lekarki i pomoże jej w zorganizowaniu wyjazdu dzieci do sanatorium.

Tymczasem Zdzisław Grudzień (Zbigniew Zamachowski) – obślizgły aparatczyk partyjny najgorszego sortu, cały czas knuje z wykorzystaniem funkcjonariusza bezpieki – majora Huberta Niedzieli (Michał Żórawski) – najpierw, jak ukryć epidemię ołowicy, a później jak ją wykorzystać do obalenia znienawidzonego wojewody Ziętka.
Gdy poczucie misji bierze górę nad własną rodziną…
Serial „Ołowiane dzieci” to także celna obserwacja rozkładającej się rodziny – w której kobieta dźwiga szereg obowiązków, a jednocześnie próbuje realizować swoje zainteresowania i rozwijać pasje. Safandułowaty małżonek Jolanty ma do niej tylko pretensje, bo oczywiście w brutalnej rzeczywistości PRL, fanaberie żony w końcu zaszkodzą jego pieczołowicie budowanej karierze, a tytuł ordynatora urologii przejdzie mu koło nosa.

Zaangażowanie w sprawę chorych dzieci w pewnym momencie zaczyna zagrażać małżeństwu Jolanty, także jej nastoletnia córka zaczyna się buntować. Gdy lekarka przekracza cienką linię, zostaje aresztowana na zlecenie SB, a bezpieka zaczyna formułować bezpośrednie groźby pod adresem jej dzieci, by wymusić posłuszeństwo. Doktor Wadowska-Król wybiera jednak służbę wyższym wartościom i w pewnym sensie odsuwa na bok rodzinne sprawy – męża i dzieci wysyła na wyjazd do rodziny, a sama zostaje w Szopienicach, by dokończyć walkę z Hutą.

Fikcyjnym dodatkiem do historii jest ciąża lekarki, którą odkrywa przypadkiem i ukrywa przez pewien czas przed mężem, ale major Niedziela wydobywa ten osobisty sekret i wykorzystuje go, by uderzyć personalnie w niepokorną lekarkę i wymusić kooperację.
Feministyczne tropy i niespełnione siostrzeństwo w „Ołowianych dzieciach”
Muszę przyznać, że zmiany scenariuszowe względem prawdziwych wydarzeń i niektórych bohaterów – wprowadzone przez autorów scenariusza serialu – ubarwiają tę historię i czynią ją bardziej wieloznaczną. Mamy tu interesującą postać profesor Berger – która mimo początkowej wyższości i postponowania pospolitej lekarki z przychodni, w końcu przyznaje rację jej diagnozie. Później wspiera jej badania i doradza, jak najlepiej postępować, by w trudnych politycznie okolicznościach osiągnąć jak najlepszy efekt i pomóc dzieciom.

Profesor Berger sugeruje Jolancie, że mogłaby napisać pracę doktorską na temat swoich badań nad ołowicą i obiecuje pomoc. Wydaje się, że możemy tu mieć do czynienia z przejawem „siostrzeństwa” – wyciągnięcia pomocnej dłoni przez kobietę, która osiągnęła pewien status i pozycję w męskim świecie do innej kobiety, która dopiero zaczyna mozolną wspinaczkę.

Finalnie jednak dochodzi do brutalnego podcięcia skrzydeł – na obronie pracy doktorskiej, wszyscy członkowie komisji (sami mężczyźni + prof. Berger) wyśmiewają i podważają wartość badań przeprowadzonych przez doktórkę w Szopienicach. W następnej scenie profesorka zdradza Jolancie, że dostała od władz PRL propozycję „nie do odrzucenia” – wybudowanie nowego skrzydła w jej klinice pediatrycznej w zamian za „utopienie” doktoratu Jolanty Wadowskiej-Król.
Obraz PRL w „Ołowianych dzieciach” – propaganda sukcesu kontra bieda i brud
Z dzisiejszej perspektywy, sposób pokazania ulic i zaułków Szopienic w serialu momentami przywodzi na myśl jakieś zapomniane przez Boga dzielnice biedy z III świata albo raczej końcówkę XIX wieku niż te kolorowe lata 70-te XX wieku, które znamy z opowieści i starych filmów. Dla mnie to jest jednak nieco przesadzona kreacja. Ta ponura rzeczywistość – błotniste drogi gruntowe, zapadające się obskurne familoki, nędzne przydomowe ogródki i wychudzone dzieci bawiące się z toksycznym pyle. Ten obraz przygnębia i przeraża. Wzmacnia dramatyzm serialu, ale chyba jednak trochę oddala od realiów?

Był kiedyś taki głośny film Hollywoodzki pt. „Erin Brockovich” (2000, reż. Steven Soderbergh), za rolę w którym Julia Roberts zgarnęła Oscara. A grała tam samotną matkę, która zdobywa pracę sekretarki w kancelarii prawniczej i przypadkiem wpada na trop poważnego skażenia wody przez wielki koncern energetyczny, czego efektem była „epidemia” nowotworów u mieszkańców miasteczka. Tamten film i rola Roberts pokazały, że można z takiego materiału zrobić świetne wciągające kino ze społecznym przesłaniem, a twórcy „Ołowianych dzieci” wyciągnęli wnioski i przełożyli to na historię doktórki od familoków.
Ogólna ocena serialu OŁOWIANE DZIECI (Lead Children) w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 7
Lubisz seriale oparte na prawdziwych wydarzeniach z przeszłości? – Polecamy poniższe tytuły!

Dodaj komentarz