
Serial „To jej wina” (ang. tytuł „All Her Fault”) na platformie SkyShowtime to adaptacja powieści kryminalnej Andrei Mara. Jest to ten typ serialu, w którym na początku wydaje się nam, że doskonale wiemy, o co tu chodzi. Ot prosta sprawa kryminalna – jakaś zaburzona psychicznie lub żądna szybkiego zarobku niania porywa 5-letniego synka zamożnego małżeństwa z Chicago. Ale im dłużej oglądamy „All Her Fault,” tym bardziej początkowe wyobrażenie o tym serialu zaczyna się rozmywać i skręcać w kierunku, którego zupełnie się nie spodziewaliśmy. Stopniowo odkrywamy kolejne warstwy tej opowieści – podskórne konflikty, kłamstwa i sekrety toczące rodzinę Irvine.
Kto jest winny porwania małego Milo?
Niemal od pierwszej sceny zostajemy wciągnięci w gwałtowny wybuch emocji – zdziwienia, przerażenia i strachu matki, Marissy Irvine (świetnie zagrała ją Sarah Snook, znana z „Sukcesji”), która odkrywa, że pod otrzymanym w wiadomości SMS adresem, gdzie spodziewała się znaleźć swojego 5-letniego synka Milo bawiącego się po szkole z kolegą z klasy, mieszka starsza kobieta, która nigdy nie słyszała o jej synie ani o jego koledze.

Szybko okazuje się, że Jenny Kaminski (Dakota Fanning), która miała być nadawcą owego SMSa, ma zupełnie inny numer telefonu i nic nie wie o tym, aby jej syn miał się bawić z Milo po szkole. Policja szybko ustala, że chłopca odebrała ze szkoły niania, która pracowała dla Jenny Kaminski – niejaka Carrie Finch (Sophia Lillis). Akurat tego dnia niania Marissy miała wolne, a sama Marissa – zapracowana menadżerka firmy inwestycyjnej – miała dużo na głowie, więc gdy przyszedł SMS z propozycją, by inna matka odebrała jej syna po szkole i zajęła się nim przez kilka godzin – Marissa skwapliwie przystała na tę propozycję. Przecież to nie zbrodnia!

Gdy o porwaniu Milo, dowiaduje się jego ojciec – Peter Irvine (Jake Lacy, znany z I sezonu „Białego Lotosu”) wymuskany, z pozoru idealny ojciec i zamożny finansista – od razu rzuca mimochodem wyrzut w stosunku do Marissy – jak mogła pozwolić, by ktoś inny odebrał ich syna ze szkoły, jak mogła nie zweryfikować numeru nadawcy wiadomości SMS?
Czy dwie nianie uknuły spisek, by wyciągnąć duży okup?
„To jej wina” wykorzystuje pewne chwyty z arsenału kryminałów w typie „whodunnit,” choć zamiast morderstwa, mamy tu porwanie dziecka. Autorka książki, a za nią twórcy serialu, podsuwają nam początkowo różne tropy. Okazuje się, że niania pracująca dla rodziny Irvine przyjaźniła się z porywaczką Carrie Finch, choć początkowo utrzymuje, że znała ją tylko z widzenia. Marissa i Jenny szybko odkrywają, że ich nianie często zabierały chłopców do tego samego parku, gdzie kupowały im lubiane przez nich słodowe szejki.

Czy to możliwe, że dwie nianie uknuły jakiś spisek, by porwać Milo i wyciągnąć od bogatej rodziny finansistów pokaźny okup?
Inny trop, który wzbudza niepokój to przyjaciel i partner biznesowy Marissy – Colin Dobbs (Jay Ellis), który jest nałogowym hazardzistą i ewidentnie popadł w jakieś poważne problemy finansowe, które próbuje maskować nieautoryzowanymi przelewami pieniędzy swoich klientów między kontami, kupując sobie czas. To wprost idealny kandydat na porywacza – zna rodzinę, jej zwyczaje i wie, że mąż Marissy to człowiek dysponujący głębokim portfelem.

No i wreszcie jest jeszcze ten śliski Peter Irvine – kochający tatuś i opiekuńczy brat, który tak szybko obarczył żonę winą zaniedbania, a sam kłamał na temat swojego miejsca pobytu w momencie porwania.
Także zachowanie Jenny Kaminski wydaje się nieco dziwne – mimo ostrzeżeń od innych matek, że Marissa może wnieść przeciwko niej oskarżenie, że nie zweryfikowała dobrze referencji Carrie Finch – ta przychodzi do niej i próbuje ją wspierać w trudnych chwilach. Tymczasem policja odkrywa, że Carrie Finch to fałszywa tożsamość niejakiej Josephine Murphy.

Nic dziwnego, że w finale pierwszego odcinka widzimy dwójkę policyjnych detektywów prowadzących śledztwo, którzy stoją przed tablicą ze zdjęciami większości bohaterów serialu i rozważają, kto z nich może stać za zniknięciem Milo…
„To jej wina” to także dramat z zacięciem społecznym
Z pozoru jest to jeden z tych seriali, które mają stanowić sprawnie skrojoną i odegraną rozrywkę, o której zapomina się już następnego dnia. Ale jednak autorzy zdołali upchnąć tu kilka ciekawych spostrzeżeń społecznych w pobocznych wątkach.

Mamy więc pogłębiony wątek detektywa policji, który prowadzi śledztwo w sprawie zaginięcia Milo, ale sam mierzy się z trudami ojcostwa. Detektyw Alcaras (Michael Peña) ma 13-letniego syna z poważnym upośledzeniem. Chłopak nie mówi i jest całkowicie zależny od rodziców.
Alcaras poświęca mu wiele uwagi i troski, ale prześladuje go smutna wizja, że syn kiedyś trafi do bezdusznego ośrodka „bez klamek”. Dlatego gdy nadarza się okazja, by syn dostał stypendium do dobrej szkoły, na którą inaczej detektywa nie byłoby stać – to mimo początkowych wahań – złamie prawo i podmieni dowody w sprawie syna dyrektora szkoły, by tylko zapewnić swojemu dziecku lepszą przyszłość. Ten sam Alcaras wykaże się wrażliwością i wyrozumiałością także w finale, gdy schowa policyjną skrupulatność do kieszeni i pozwoli, by mały Milo pozostał z jedyną matką, która mu pozostała.

Wątek Carrie Finch, która okazuje się być Josephine Murphy to tak naprawdę oskarżenie nierówności klasowych w Ameryce. Biedna, samotna dziewczyna zostaje okradziona przez zamożną rodzinę z dziecka, a gdy próbuje je odzyskać zostaje zabita. Rodzice Josephine to typowa toksyczna rodzina z nizin społecznych, która nawet kosztem własnego dziecka próbuje rozgrywać własne interesy (tatuś, który chętnie przehandluje małego Milo za okup od Petera, a wcześniej zabije chłopaka Josephine).
W tle obserwujemy też przyspieszony rozpad małżeństwa Jenny Kaminski, która jest typową „pracującą matką” usiłującą łączyć wychowanie syna i dbanie o dom z karierą w marketingu wydawnictwa. Mimo wyrzutów sumienia, Jenny jakoś łączy wodę z ogniem, ale to zachowania jej męża – przypominające archetypy męskości z minionego wieku – wzbudza nasze poruszenie. Richie Kaminski (Thomas Cocquerel) egoistycznie skupia się na własnym komforcie – bieganiu, chodzeniu na treningi, ale potrafi też bezczynnie siedzieć na parkingu w samochodzie, podczas gdy w tym czasie Jenny gna z pracy, by odebrać syna ze szkoły. W końcu musi dojść do przesilenia w tym związku – Jenny zrozumie, że Richie to balast i zażąda rozwodu.
Rodzinny dramat odsłania głęboko skrywane tajemnice z przeszłości
Idealne małżeństwo z zamożnego przedmieścia Chicago, które w pierwszym odcinku serialu „To jej wina” jawi się, jako pechowa ofiara bezwzględnych porywaczy dla okupu, z czasem odsłania kolejne ciemne sekrety i kłamstwa. Pozornie wydaje się, że Peter Irvine to ideał troskliwego brata, który zaopiekował się swoim młodszym, niepełnosprawnym bratem, ale roztacza także opiekę nad siostrą, która niedawno wyszła z nałogu narkotykowego.

Stopniowo odkrywamy, że za relacjami tego rodzeństwa kryje się jakaś głęboka trauma sięgająca dzieciństwa. Lia Irvine (Abby Elliott) popadła w nałóg, bo uciekała przed poczuciem winy, że przyczyniła się do wypadku, w wyniku którego jej brat, Brian (Daniel Monks), odniósł poważne urazy. Ów wypadek uczynił Briana kaleką do końca życia – mężczyzna do dziś ma problemy z poruszaniem się. Najchętniej jeździłby na wózku, ale Peter motywuje go do chodzenia o kulach, co jest dla Briana bolesną torturą – ale robi to, by nie zawieść brata. Przez te wszystkie lata, Peter mimochodem podtrzymywał w swojej siostrze poczucie winy, przypominając, że przyczyniła się do pechowego wypadku.

W chwili dużych emocji, gdy rozmaite kłamstwa Petera wychodzą na jaw, Lia i Brian wracają pamięcią do tego traumatycznego wypadku z dzieciństwa i odkrywają, że tak naprawdę to Peter narzucił im narrację, w której to Lia goniąca Briana spowodowała jego wypadek. Gdy tymczasem, na miejscu wypadku był także sam Peter, który bezmyślnie podłożył nogę Brianowi i był bezpośrednim winowajcą pechowego upadku. Odkrycie prawdy tworzy nowe podziały w rodzinie – Brian i Lia nie mogą zrozumieć, jak Peter mógł przez tyle lat pozwolić, by siostra obwiniała się o upadek, który on spowodował.
Synestezja jako źródło prawdy o Milo
Z każdym kolejnym odcinkiem serialu „To jej wina” nabieramy przekonania, że nasz początkowy osąd, jakoby winna była niania Carrie Finch / Josephine Murphy, nie był celny. Wprawdzie niania rzeczywiście „porwała” małego Milo, ale jak się okazuje – usiłowała jedynie odzyskać syna, którego Peter Irvine brutalnie jej odebrał, gdy w zderzeniu ich samochodów, synek Marissy i Petera zginął, a nieprzytomna Josephine nie miała świadomości tego, co się dzieje.

Josephine początkowo wydaje się nawiedzoną „wariatką”, która po tym, gdy sama straciła dziecko w wypadku samochodowym 6 lat wcześniej, teraz upatrzyła sobie słodkiego chłopca Milo i ubzdurała sobie, że coś ich łączy.
Jednak gdy Josephine poznaje Milo, a ten zwierza się, że poszczególne dni tygodnia oraz cyfry mają dla niego własne, indywidualne kolory, to Josephine już wie, że coś ich łączy. Tym czymś jest rzadka przypadłość – synestezja – dziedziczona genetycznie i pozwalająca łączyć doświadczenia różnych zmysłów. Na trop synestezji trafi także detektyw Alcaras i w ten sposób rozwiąże zagadkę kryminalną, choć czarny charakter tej historii zostanie nieco wcześniej ukarany w ramach swoistego samosądu…
Ogólna ocena serialu TO JEJ WINA (All Her Fault) w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 7
Spodobał Ci się serial „To jej wina”? – Jest duża szansa, że spodobają Ci się także poniższe propozycje seriali!

Dodaj komentarz