SERIALOVO

, ,

„Czarne Lustro” powraca na Netflix z mroczną wizją wpływu AI na nasze życie

Czarne lustro (Black Mirror), serial Netflix, sezon 7, recenzja

„Czarne Lustro” (ang. tytuł „Black Mirror”) to nie jest typowy serial, to nawet nie jest typowa antologia, choć do tej kategorii bywa przypisywany.  Każdy odcinek to osobna, zamknięta historia, w której autorzy biorą na warsztat jakiś aspekt życia społecznego w nieodległej przyszłości (tzw. „near future”). Czasem jednak mamy wręcz wrażenie, że to nie jest wcale przyszłość, a raczej jakiś rodzaj alternatywnej rzeczywistości – takie wypaczone, posunięte do absurdu odgałęzienie, które mogłoby powstać, gdyby porządku i zasad nie strzegły instytucje demokratyczne. No na przykład, taki świat będący spełnieniem marzeń Elona Muska i paru innych uber-kapitalistów. Sezon VII „Czarnego Lustra” – dostępny na platformie Netflix od 10 kwietnia 2025 r. – zawiera 6 odcinków, które na różnych poziomach łączy nić sztucznej inteligencji i zagrożeń związanych ze stale rosnącym wpływem AI na nasze życie. 

Uwięzieni w świecie cyfrowych replik wykreowanych przez AI

Sześć odcinków VII sezonu „Czarnego Lustra” jak zwykle można podzielić na te, które porywają nas odwagą i nutą szaleństwa prezentowanej wizji oraz te, które przynudzają i nadmiernie skupiają się na technologicznych eksplikacjach. Gdzieś po środku tej skali umieściłbym odcinek pt. „Hotel Reverie,” w którym sztuczna inteligencja odgrywa kluczową rolę.

Współczesna gwiazda kina Brandy Friday (Issa Ray) dostaje nietypową propozycję zagrania w remake’u kultowego romansu z lat 1940-tych pt. „Hotel Reverie”, ale nie będzie to zwykły remake.  Brandy ma bowiem zagrać w cyfrowej rzeczywistości stworzonej przez innowacyjne oprogramowanie AI, a jej partnerami na planie będą cyfrowe repliki oryginalnych aktorów występujących w tamtym filmie.

Black Mirror (Czarne lustro), serial Netflix, sezon 7, recenzja, odcinek "Hotel Reverie".

Firma technologiczna ReDream przychodzi z pomocą podupadającej wytwórni filmowej Keyworth Pictures i proponuje szybką i tanią realizację remake’a „Hotelu Reverie”, w którym pojawi się jeden współczesny aktor/aktorka – ale pozostała obsada i nakręcone już plany zdjęciowe pozostaną bez zmian. A zatem film zyska popularność i zainteresowanie mediów dzięki występowi aktualnej gwiazdy, a jednocześnie zachowa swój retro-klimat i oryginalny sznyt. Gdy Ryan Gosling i Ryan Reynolds odrzucają propozycję zagrania głównej roli amanta, szefowa Keyworth zgadza się na odważny ruch i obsadzenie w tej roli czarnoskórej aktorki i wielkiej gwiazdy Brandy Friday. Co może pójść nie tak?

Black Mirror, Czarne Lustro, sezon 7, Hotel Reverie, recenzja Issa Ray i Emma Corrin

Na planie zdjęciowym Brandy przykleja do swojej skroni święcący mały dynks i magicznie przenosi się do czarno-białej, wykreowanej przez AI rzeczywistości starego filmu. Wszystko idzie dobrze dopóki Brandy trzyma się oryginalnego scenariusza filmu, ale gdy okazuje się, że nie potrafi grać na pianinie jak oryginalny aktor,  cyfrowa struktura zaczyna się sypać niczym domek z kart.

Brandy zostaje uwięziona w czarno-białych dekoracjach starego filmu. Między nią a postacią Clary / aktorką Dorothy Chambers (Emma Corrin) z oryginalnego filmu, rodzi się uczucie, które jest odbiciem skrywanych lesbijskich skłonności tejże aktorki. Postać Clary zaczyna się samoistnie rozwijać za sprawą AI, którą nakarmiono także informacjami na temat prywatnego życia aktorki grającej tę rolę.

Finalnie akcję filmu udaje się przywrócić na właściwe tory i dociągnąć do wypowiedzenia ostatniej kwestii z oryginalnego scenariusza, co pozwala wybudzić Brandy z transu. Film pt. „Hotel Reverie Reborn” zostaje ukończony i odnosi sukces.  Wyczerpana produkcją Brandy Friday dostaje przesyłkę od producentów filmu, w której odkrywa telefon pozwalający jej na połączenie się z cyfrową repliką Clary, która samotnie nadal żyje w jakimś bliżej nieokreślonym czarno-białym uniwersum.

Wykup subskrypcję, by twój mózg działał jak dawniej…

Moim faworytem sezonu 7 „Black Mirror” jest jednak pierwszy odcinek pt. „Common People,” który wygląda na bardzo realistyczną i współczesną nam opowieść o postępach w medycynie oraz prywatyzacji i komercjalizacji medycznych innowacji przez pozbawione skrupułów i nastawione na zysk korporacje.

Common People, odcinek 1 sezonu 7 serialu "Czarne Lustro" (Black Mirror) na Netflix, kwiecień 2025, recenzja

Zgodnie z tytułem odcinka, jego bohaterami jest zwyczajne małżeństwo. On – Mike (Chris O’Dowd) – jest poczciwym spawaczem, ona – Amanda (Rashida Jones) – nauczycielką w podstawówce. Nie są zamożni, starają się o dziecko. Pewnego dnia Amanda mdleje w trakcie prowadzonej lekcji w szkole. W szpitalu okazuje się, że ma dużego, nieoperacyjnego guza mózgu. W zasadzie jest to wyrok śmierci, ale…

Recenzja Black Mirror (Netflix), Czarne Lustro, sezon 7 serialu sci-fi, near future, odcinek "Common People", kwiecień 2025

Pojawia się światełko w tunelu – technologiczny start-up Rivermind właśnie wdraża innowacyjną metodę leczenia takich przypadków, jak ten Amandy. Można bowiem usunąć całego guza i zastąpić go syntetyczną tkanką zasilaną przez serwery Rivermind. 

Sama operacja jest darmowa, ale później trzeba wykupić subskrypcję Rivermind i opłacać ją co miesiąc, by mózg działał prawidłowo. Szybko okazuje się, że Rivermind – mając pełną świadomość uzależnienia od subskrypcji – zamierza wyciskać swoich pacjentów-klientów niczym cytryny. Firma niczym bank czy telekom, wprowadza kilka różnych pakietów i dopiero w tych droższych wariantach zapewnia odpowiedni poziom i jakość życia dla odbiorców.

recenzja serialu Black Mirror (Czarne Lustro), sezon 7, Netflix, 2025

Okazuje się, że najtańszy, podstawowy pakiet działa słabo, Amanda jest ospała przez większość dnia, a dodatkowo nieświadomie wypowiada absurdalne teksty reklamowe, co podważa jej wiarygodność jako nauczycielki. Mike zaczyna dorabiać w internecie jako pato-streamer, okalecza sam siebie, by choć na krótkie okresy wykupić dla żony subskrypcję premium. Finalnie Mike odbiera życie swojej umęczonej taką wegetacją żonie.

Odcinek „Common People” to jeden z najbardziej pesymistycznych w całej antologii „Black Mirror” w jego wizji rozwoju sprywatyzowanych usług medycznych, świadczonych przez bezduszne, nastawione na zysk korporacje.

A co jeśli rzeczywistość można naginać wedle własnych potrzeb?

Bête Noire” to tytuł jednego z najdziwniejszych odcinków 7 sezonu „Czarnego Lustra”, którego motywem przewodnim jest zaplanowana na zimno zemsta po latach za prześladowanie w czasach liceum. To co stanowi o wyjątkowości tej historii, to szalony charakter owej zemsty, która przybiera formę wysublimowanej manipulacji rzeczywistością i stopniowego „gaslightingu” doprowadzającego ofiarę do szaleństwa i zabicia się.

Recenzja serialu "Czarne lustro" (Black Mirror), Netflix, sezon 7, kwiecień 2025

Maria (Siena Kelly) pracuje w dziale R&D firmy produkującej wyroby czekoladowe, gdzie zajmuje się wymyślaniem innowacji produktowych. Jej ustabilizowane życie rozpada się, gdy do firmy niespodziewanie dołącza Verity (Rosy McEwen), którą Maria zna z czasów liceum. 

Gdy Verity pojawia się w firmie, Maria zauważa, że wokół niej dzieje się coś dziwnego.  Różne fakty przestają się zgadzają z rzeczywistością. Najpierw są to proste rzeczy, jak lista składników nowego batonika, którą Maria wysłała do Verity, później poważniejsze – jak nagranie z monitoringu czy zawartość całego internetu. A wszystko to stopniowo zaczyna niszczyć wiarygodność i pozycję Marii w oczach współpracowników i jej szefa, co doprowadza do zwolnienia Marii z pracy.

recenzja Bete Noire - odcinka 7 sezonu serialu "Black Mirror" (Czarne Lustro), Netflix, 2025

Tymczasem Maria odkrywa, że jej koleżanka z liceum, która również brała aktywny udział w prześladowaniu Verity w szkole, niedawno popełniła samobójstwo. Zdesperowana włamuje się do domu Verity, gdzie znajduje ogromną serwerownię oraz zestaw wisiorków, które Verity wykorzystuje jako swego rodzaju „pilot” do przeskakiwania po sztucznie wykreowanych światach. 

Ostatecznie Marii udaje się zabić Verity, a następnie wykorzystuje wisiorek, by przenieść się do alternatywnej rzeczywistości, w której jest Cesarzową Wszechświata…

Trzy słabsze odcinki, które nie wnoszą nic nowego…

Sezon VII „Czarnego Lustra” nie jest jednak wolny od słabszych momentów. Odcinek pt. „Plaything” (Bawidełko) to dość męcząca – przypominająca momentami koszmar senny – historia introwertycznego geeka i recenzenta gier, który pod wpływem ecstasy zaczyna rozumieć język śmiesznych stworków z gry, którą miał recenzować i staje się wykonawcą ich planu opanowania całej światowej sieci komputerowej…

Czarne Lustro (Black Mirror), sezon 7, recenzja, odcinek "Bawidełko" (Plaything), Netflix, 2025

„Eulogy” to z kolei odcinek, który tak mnie znudził, że nie byłem w stanie obejrzeć go do końca, więc powstrzymam się od komentowania jego tematu. Natomiast ostatni, 6. odcinek pt. „USS Callister : Into Infinity” to sequel odcinka pt. „USS Callister” z sezonu IV, z tymi samymi bohaterami.

USS Callister : Into Infinity - Black Mirror / Czarne Lustro, sezon 7, recenzja, Netflix, 2025

USS Callister : Into Infinity” opowiada historię grupy pracowników firmy Callister Inc. – producenta popularnej gry video „Infinity” – których DNA zostało cyfrowo sklonowane przez nieżyjącego twórcę gry, a repliki ich postaci uwięzione we wspomnianej grze. Sam odcinek ogląda się całkiem przyjemnie, ale główny motyw wydaje się zbyt podobny do tego z „Hotel Reverie”.


Ogólna ocena serialu  CZARNE LUSTRO (Black Mirror) w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód):   7.5

Ocena: 7.5 na 10.

Lubisz „Czarne Lustro”? – Przeczytaj recenzje podobnych seriali!


Odkryj więcej z SERIALOVO

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.