
Bardzo długo nie mogłem się zabrać do tego serialu, bo szczerze mówiąc obawiałem się kompletnej porażki, ale zostałem mile zaskoczony. Polski serial „Przesmyk”(ang. tytuł „The Eastern Gate”) w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego – dostępny na platformie MAX – to kawał dobrego, bardzo aktualnego thrillera szpiegowskiego, którego akcja rozgrywa się w trójkącie Polska – Białoruś – Rosja. Nie wszystkie wątki w tej produkcji wyszły równie przekonująco, ale zasadniczo jest to solidnie napisane, zagrane i sfilmowane w ciekawych lokacjach (scenografowie mieli wdzięczną robotę szukając Mińska w Polsce). Jeśli akurat macie kilka godzin na zbyciu i lubicie ten gatunek, to raczej nie będziecie się nudzić.
Polska superagentka ma słaby punkt
Serial zaczyna się od tzw. małej misji „próbnej”, w której bohater pokazuje nam swoje kompetencje w fachu szpiegowskim. Ta akcja rozgrywa się w należącym do Rosji Obwodzie Kaliningradzkim – jesteśmy na uroczystym przyjęciu w domu szanowanej rosyjskiej naukowczyni Tamary Sorokiny (Alona Szostak). Jej przystojny syn przyprowadza ze sobą nową dziewczynę, która jakoby ma pochodzić z Łotwy, ale w rzeczywistości jest polskim szpiegiem. To Ewa Oginiec (Lena Góra) – główna bohaterka „Przesmyku” – intrygująca kombinacja odwagi, siły i kobiecej wrażliwości.

Agentka Ewa ma za zadanie podmienić okulary Tamary Sorokiny na bliźniaczy model z wbudowaną kamerą, ale niestety by wypełnić misję zmuszona jest zabić syna Sorokiny. Poświęcenie agentki dla sprawy mocno wykracza poza sferę służbową – w efekcie bójki dochodzi do poronienia. Ewa traci dziecko, którego ojcem był jej partner w tej misji, partner w życiu i człowiek, który wprowadził ją do wywiadu – Skiner (Karol Pocheć).
Skiner to słaby punkt Ewy, choć podobnie jak ona, na początku serialu tego nie dostrzegamy. Autorom „Przesmyku” udało się dowieźć aż do finałowego odcinka solidną niespodziankę, choć oczywiście cień podejrzenia został na Skinera rzucony już wcześniej.
Rosyjska specjalistka od fizyki jądrowej szykuje brudną bombę
Tamara Sorokina wchodzi w dziwne koszachty z jakimś ruskim szpiegiem – Skopincewem (Dmytro Malkov), który w ramach polsko-białoruskiej wymiany więźniów politycznych zostaje uwolniony. Naukowczyni zaczyna konstruować tzw. „brudną bombę”, która ma być widowiskowo odpalona w taki sposób, by jej wybuch zabił jak najwięcej niewinnych obywateli Białorusi, a winą dało się obarczyć Polskę. Tym samym wybuch ma dać Rosji idealny pretekst do wypowiedzenia wojny.

Wcześniej dochodzi z resztą do wybuchu w mińskim Hotelu Toledo podczas „służbowej” popijawy białoruskiego KGB i ruskiego GRU. Do podłożenia ładunku zostaje przymuszony szantażem przedstawiciel polskiej mniejszości na Białorusi. Już następnego dnia rano butny rosyjski ambasador oczekuje, by polski premier padał z przeprosinami do jego stóp. Na szczęście agentka Ewa dostarcza polskim służbom dowody, że za zamachem stał ktoś inny.
Rozpoczyna się wyścig z czasem. Czy polski wywiad rozszyfruje zamiary Sorokiny? Czy uda się ustalić, kto i gdzie zdetonuje toksyczny ładunek? Tymczasem Sorokina odkrywa, że w śmierć jej syna musiała być zamieszana tajemnicza piękna kobieta, którą poznała felernego wieczora. Kobieta pała zemstą i zrobi wszystko, by dopaść Ewę, a jeśli nie ją samą – to chociaż osoby jej bliskie. W ten sposób ginie siostra Ewy mieszkająca samotnie tuż przy polsko-białoruskiej granicy.

Tajna misja: znajdź kreta w ambasadzie
W polskiej ambasadzie w Mińsku dzieje się źle. Pani konsul w niejasnych okolicznościach popełnia samobójstwo. Przełożony naszych agentów – niejaki Lange (Andrzej Konopka) decyduje się wysłać do Mińska dzielną agentkę Ewę, która ma objąć stanowisko konsula, ale tylko po to, by prowadzić tam tajną misję poszukiwania kreta w ambasadzie. Na miejscu zderza się z podejrzliwą służbistką, pracownicą polskiego kontrwywiadu Heleną Jankulowską (Ewelina Starejki – przyznam, że tej aktorki nie kojarzyłem wcześniej, a ma bardzo ciekawą fizjonomię i fascynujące, wielkie oczy).

Szybko okazuje się, że ta polska ambasada w Mińsku to istna „Sodomia i Gomoria” – wszyscy tam sypiają z kimś, byle nie ze swoim małżonkiem. Na dodatek owe akty zdrady są przez kogoś namiętnie filmowane, a później wykorzystywane do szantażu lub skompromitowania. Agentka Ewa rozwiązuje w mig zagadkę – ogierem, który posuwa wszystkie co ładniejsze i wyżej postawione pracownice ambasady okazuje się być niejaki Lemański (Leszek Lichota) – kolejny przedstawiciel polskiej mniejszości, tym razem chyba nawet szef jakiejś organizacji polskiej w Mińsku.

Z tym wątkiem mam jednak pewien problem – po pierwsze Lichota w tej roli wygląda jak mocno zapuszczony wuj przed sześćdziesiątką, więc trochę ciężko uwierzyć w to, że z takim sukcesem wyrywał młodsze i dużo atrakcyjniejsze zamężne kobiety.
Idealiści oczywiście ratują migrantów na granicy
Skoro akcja „Przesmyku” sugeruje nadciągającą wojnę, to żal byłoby nie wykorzystać jakże aktualnego motywu wojny hybrydowej na granicy polsko-białoruskiej. W końcu wojna hybrydowa jest przedstawiana jako wstęp czy zapowiedź tej gorącej, realnej wojny. A zatem wątek biednych migrantów, którzy pomimo postawionego muru przedostają się nielegalnie do naszego kraju oraz polskich, młodych idealistów próbujących im pomagać wbrew obowiązującej doktrynie polskich władz musiał się tu pojawić.

Przedstawicielem tych „młodych idealistów” jest Kaj (Antoni Sztaba) – syn siostry Ewy, a po jej zlikwidowaniu przez Sorokinę, jedyny żyjący krewny dzielnej agentki. Szczerze przyznam, że ten wątek jakoś kompletnie mnie nie zainteresował, choć trzeba też przyznać, że w finałowym odcinku twórcom „Przesmyku” udało się pokazać, jak (biało)ruskie służby mogą niejako schować się za migrantami i doprowadzić do krwawej jatki już po polskiej stronie granicy. Efektem prowokacji jest dymisja szefa wywiadu i zapewne dalsze osłabienie polskich służb. A zatem może jednak polski rząd ma rację, że z takim uporem barykaduje naszą granicę?

„Przesmyk” pokazuje też przebłyski polskiej polityki na styku ze służbami. Bartłomiej Topa w roli Hałaja, szefa wywiadu jest wyrazisty i naprawdę przekonująco niekompetentny, ale szkoda, że Jan Englert jako Minister (spraw wewnętrznych?) – pojawia się przelotnie i zawsze wydaje się taki wycofany.
Ogólna ocena serialu PRZESMYK w skali 1-10
(*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 6.5
Thriller szpiegowski to Twój ulubiony gatunek? – Sprawdź także inne produkcje w stylu serialu „Przesmyk”!

Dodaj komentarz