
Jeszcze pół roku temu nie przypuszczałbym, że serial dokumentalny poświęcony Formule 1 może mnie kiedykolwiek zainteresować. Ale kolejny raz potwierdza się złota zasada – nigdy nie mów nigdy! Otóż po obejrzeniu biograficznego serialu „Senna”, Netflix w polecanych serialach cały czas podsuwał mi swoją wielosezonową produkcję dokumentalną „Formuła 1: Jazda o życie” (ang. tytuł „Formula 1. Drive to Survive”) i w końcu się skusiłem. A gdy już obejrzałem kilka odcinków, to wpadłem jak śliwka w kompot. Okazuje się, że można zrobić genialny serial dokumentalny o Formule 1 i zaciekawić nią osobę, która ma idealnie obojętny stosunek do tej dyscypliny. Spróbuję poniżej rozłożyć ten fenomen na czynniki pierwsze.
Wojny korporacji, czyli rywalizacja szefów zespołów F1
To co zaskoczyło mnie od pierwszego obejrzanego odcinka, a moją przygodę z tym serialem zacząłem od sezonu 6, to duży fokus na szefów najważniejszych zespołów rywalizujących w mistrzostwach Formuły 1. Tak naprawdę równie wielkimi gwiazdami tego serialu, co najbardziej znani kierowcy, są szefowie czołowych zespołów:
- Brytyjczyk Christian Horner – szef zespołu Red Bull Racing i mąż słynnej Ginger Spice – Geri Halliwell.
- Austriak Toto Wolff – szef zespołu Mercedes (o polskich korzeniach, co media w naszym kraju uwielbiają podkreślać).
- Francuz Frédéric Vasseur – nowy szef zespołu Ferrari.
- Amerykanin Zak Brown – szef zespołu McLaren.
Właśnie ci czterej panowie to najważniejsi macherzy Formuły1 w najnowszym sezonie 7 pokazującym wydarzenia z roku 2024 – to od ich decyzji zależą kariery poszczególnych kierowców.
Mamy też kilku szefów mniejszych zespołów próbujących dołączyć do czołówki i w sezonie 7 do teamu Alpine dołącza legenda Formuły 1 – Włoch Flavio Briatore – postać równie barwna, co skuteczna.

Obserwując, co konkretnie robią i jak to robią szefowie zespołów F1, nasuwają mi się skojarzenie ze światem korpo. Zespoły to są takie mini-korporacje, a szefowie teamów to tacy Dyrektorzy Sprzedaży – mają określone targety (nie wszyscy przecież biją się o miejsce na podium, mniejsze teamy satysfakcjonuje np. miejsce nr 6) i starają się je osiągnąć za pomocą swoich „sprzedawców” czyli dwójki kierowców.
Tych kierowców trzeba odpowiednio motywować, ale też dbać, by wewnętrzna rywalizacja w ramach teamu nie przekroczyła zdrowych granic (jak to chwilowo ma miejsce w McLarenie, gdzie młody Oscar Piastri ostro walczy z Lando Norrisem). A gdy im nie idzie, trzeba szukać potencjalnych następców i zarządzić procesem sukcesji.
Szefowie zespołów mają oczywiście swój produkt, czyli bolid, który trzeba cały czas ulepszać, by konkurencja nie uciekła za bardzo do przodu. Ale mają także określony budżet, a każdy bolid dużo kosztuje – jeśli więc któryś z zawodników zbyt często niszczy bolid w zderzeniach, które przecież w F1 zdarzają się dość często, to może szybko okazać się, że jego usługi są po prostu zbyt kosztowne!

W najnowszym sezonie 7 serialu, oglądamy ciekawy moment – otóż dominujący od kilku sezonów zespół Red Bull zaczyna powoli słabnąć – wprawdzie kierowca Max Verstappen zdobywa kolejny raz indywidualny tytuł Mistrza Świata F1, ale w klasyfikacji konstruktorów do ostatniego wyścigu toczy się wyrównany pojedynek między trzema zespołami: Red Bull, McLaren i Ferrari. Ostatecznie wygrywa McLaren, a zdegustowany Christian Horner musi pogratulować Zakowi Brownowi, którego wybitnie nie lubi.
Indywidualne historie kierowców, ich ambicji i rywalizacji o tytuł
Sezon 7 serialu „Formula 1: Drive to Survive” osnuty został wokół kilku historii przewodnich. Jedną z nich jest droga na szczyt kierowcy McLarena – Lando Norris‚a. Ten sympatyczny chłopak na początku sezonu zmaga się z przezwiskiem „Lando NoWins”, bo mimo że zdarza mu się osiągać wysokie miejsca, to jeszcze nigdy nie wygrał żadnego wyścigu…
Ponieważ McLaren wreszcie ma bolid, który nie ustępuje konkurencji, to oczekiwania wobec Norrisa są duże, a to przekłada się na presję dziennikarzy, fanów i zespołu. W końcu Lando Norris zwycięża w wyścigu w Miami i powoli zaczyna walczyć o pozycję nr 1 ze swoim dobrym kumplem Maxem Verstappenem. Jednak w kluczowych wyścigach w Sao Paulo oraz w Las Vegas popełnia błędy, które w praktyce zamykają mu możliwość wyprzedzenia Verstappena w klasyfikacji indywidualnej w sezonie 2024.

Inną, może krótką, ale na pewno ciekawą i pokazującą mechanikę F1 jest historia australijskiego kierowcy Daniela Ricciardo – jednego z najsympatyczniejszych, zawsze uśmiechniętych kierowców F1. Ricciardo niegdyś był jedną ze wschodzących gwiazd Formuły 1, podjął jednak kilka złych decyzji, trafił do słabszych teamów, przestał odnosić sukcesy. W końcu z podkulonym ogonem wrócił do Red Bull’a, a dokładnie do takiej drużyny „B” czyli Racing Bulls.
Ricciardo cały czas liczył, że gdy starzejący się Sergio Perez w końcu zostanie zwolniony lub sam odejdzie na emeryturę, to zajmie jego miejsce u boku Maxa Verstappena i wróci na szczyt. Niestety nadzieje te okazały się płonne – szef Red Bulla, Christian Horner, woli postawić na młodego kierowcę testowego, a Ricciardo zostaje brutalnie zwolniony i kończy swoją burzliwą karierę w F1.
Umarł król, niech żyje król…
Świat F1 to brutalny świat, w którym nikt nie może być pewny swojego miejsca. Prawda jest taka, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni wynik, a wszelkie przeszłe tytuły czy zasługi dla zespołu szybko zostają zapomniane, jeśli tylko nie dowozisz oczekiwanych wyników.

W sezonie 7 przekonał się o tym hiszpański kierowca Ferrari – Carlos Sainz Jr., który przez 4 lata wiernie i z dużym zaangażowaniem reprezentował Ferrari i ma na koncie wiele udanych wyścigów.
Już na samym początku sezonu 2024 okazało się, że szef Ferrari prowadził tajne negocjacje z byłym wielokrotnym mistrzem F1 Lewisem Hamiltonem. Finalnie Hamilton podpisał umowę z Ferrari, zgodnie z którą w kolejnym sezonie (2025) Brytyjczyk przejdzie z Mercedesa do Ferrari i zastąpi tam właśnie Carlosa Sainza.
Tym samym Sainz ma przed sobą sezon, w którym musi znaleźć nowego pracodawcę, jeżdżąc cały czas dla zespołu, który spisał go na straty. Na pocieszenie powiem, że szef Ferrari też ma nóż na gardle, bo jeśli jego nowy nabytek – Lewis Hamilton – nie będzie odnosił zwycięstw, to pozycja Frédérica Vasseur’a w Ferrari również może być zagrożona.
Takich historii w serialu „Formuła 1: Jazda o życie” znajdziecie wiele – każdy sezon to inne historie, ale w gruncie rzeczy oparte na podobnych mechanizmach ze świata bezwzględnych korporacji.
Ogólna ocena serialu FORMULA1: DRIVE TO SURVIVE
w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 6
A czy oglądałeś / oglądałaś już serial „Senna” na Netflix?
– Przeczytaj recenzję SERIALOVO.

Dodaj komentarz