SERIALOVO

Rodzina na skraju eksterminacji w serialu „My mieliśmy szczęście” na Disney+

My mieliśmy szczęście, We were the lucky ones, Hulu, Disney+, serial opowiadający o losach żydowskiej rodziny w czasie II wojny światowej, recenzja serialu

Jeśli lubicie poruszające historie rodzinne rozgrywające się w czasie zawieruchy II wojny światowej, to serial „My mieliśmy szczęście” (ang. We Were The Lucky Ones) na platformie Disney+ powinien się Wam spodobać.

Jak wiele innych historii rozgrywających się w trakcie II wojny światowej – np. recenzowany już przeze mnie serial „Okręt” (Das Boot) na SkyShowtime – tak i ten serial zabierze Was w mroczny czas, gdy jeden fałszywy ruch mógł kosztować i często kosztował czyjeś życie. Ta 8-odcinkowa produkcja jest adaptacją książki pod tym samym tytułem autorstwa Georgii Hunter, która opisała zawiłe i nierzadko dramatyczne losy swojej pochodzącej z Polski, żydowskiej rodziny w czasie II wojny światowej.

Mozaika rodzinnych losów na tle wojennej rzeczywistości

Serial „My Mieliśmy Szczęście” opowiada losy żydowskiej rodziny Kurców z Radomia. Tak, akcja tego serialu w dużej części rozgrywa się w Polsce – w Radomiu, Lwowie, Warszawie, Krakowie i Łodzi. Szkoda tylko, że polskie lokacje w serialu zagrał rumuński Bukareszt.

Jednak wojenna pożoga rozrzuciła poszczególnych członków rodziny Kurców w różne miejsca na mapie świata. Mamy więc i wątek rozrywający się początkowo we Francji, a później w Maroku, by wreszcie zawinąć do Rio de Janeiro w Brazylii. Jest też wątek jednego braci Kurców – Gienka – który wraz z żoną trafia do radzieckiego łagru na Syberii, a później wraz z armią Andersa wydostaje się na Bliski Wschód, by finalnie wylądować we Włoszech i wziąć udział w krwawych walkach o Monte Cassino.

We were the lucky ones (My mieliśmy szczęście) - serial hulu dostępny w Polsce na Disney+, zdjęcie rodziny przy kolacji

Ludzkie wybory i ich brutalne konsekwencje

W Polsce znamy aż za dobrze te wszystkie historie, które przedstawia serial „My mieliśmy szczęście” – mamy bogatą literaturę, filmy i seriale przedstawiające koszmar II wojny światowej i holocaustu. Niemniej oglądanie tych znanych tropów w formie rodzinnej opowieści pozwala lepiej zrozumieć dramatyzm ludzkich wyborów, przed którymi stawali poszczególni członkowie familii Kurców.

Serial dotyka też typowo polskich wątków – np. najstarszy z braci Kurców – Genek (Henry Lloyd-Hughes), który uciekł do Lwowa, zostaje tam aresztowany przez Sowietów i zesłany do gułagu na Syberię. Tam oczywiście niedożywiony i zmuszony do ciężkiej pracy, ledwo uchodzi żywy, gdy pojawia się możliwość dołączenia do polskiej armii Andersa. Jednak okazuje się, że Żydzi nie są tam mile widziani. Zdesperowan Genek uczy się więc katolickich modlitw i rytuałów, by jednak dołączyć do polskiego wojska i móc opuścić sowieckie terytorium.

My mieliśmy szczęście, recenzja serialu "We were the lucky ones" na Disney+, Halina (Joey King)

Na przykładzie Kurców widać dobrze różnice między młodszym a starszym pokoleniem. Rodzice Sol i Nechuma stawiają co najwyżej bierny opór – jak długo się da, wolą pozostać w Radomiu, nawet gdy zostają wyrzuceni z domu i zagonienie do getta. Kolejne zniewagi przyjmują na klatę i tylko schylają głowę coraz niżej. Gdyby nie interwencja Haliny, to zapewne skończyliby w krematorium któregoś z obozów zagłady. Podczas gdy ich dzieci – szczególnie Halina Kurc (Joey King) – chcą uniknąć zamknięcia w gettcie i udaje im się przedostać do Lwowa, a później zaangażować się w działalność ruchu oporu w Warszawie.

W ekstremalnej sytuacji człowiek sięga po ekstremalne środki…

Najbardziej poruszającym wątkiem w serialu była dla mnie historia Mili (Hadas Yaron), starszej z sióstr Kurc, która ma małą, 2-3 letnią córeczkę Felicję. Gdy Niemcy zamykają wszystkich Żydów z Radomia w gettcie, Kurcowie ustalają, że warto oddać Felicję za mur getta, do opłaconej, polskiej rodziny, aby nie narażać jej na różne niebezpieczeństwa. Szybko jednak Felicja zostaje im zwrócona, bo wygląda ponoć zbyt „żydowsko”.

Wówczas Mila dowiaduje się, że w gettcie trwa rekrutacja na wyjazd do pracy w Palestynie. Poszukiwane są osoby o konkretnych specjalnościach. Mila zgłasza się i jakimś cudem udaje się jej zdobyć miejsce dla siebie i córki. Gdy autobus z „szczęśliwcami”, którzy zdobyli angaż do Palestyny rusza, szybko okazuje się, że to perfidny podstęp.

My mieliśmy szczęście, ang. tytuł "We were the lucky ones", serial Disney+, kobiety z łopatami, recenzja serialu Disney+

Ledwo autobus wyjeżdża z Radomia, to skręca w jakieś pole, gdzie Niemcy każą wszystkim Żydom wysiąść i zacząć kopać sobie groby. Mila jest przerażona, ale jakimś cudem obmyśla plan, by uratować chociaż życie swojej córeczki. Finalnie wszystko kończy się dobrze – Niemcy okazują się przekupni i łasi na kobiece wdzięki – a Mila i Felicja unikają tragicznego losu większości współpasażerów. Później, na kilka lat dziewczynka zostaje powierzona pod opiekę sióstr zakonnych i niemal zapomina, kim tak naprawdę jest, ale w ten sposób przeżyje wojnę. Miała szczęście!

Brazylijska epopeja Addiego

Egzotyczna i najbarwniejsza jest z pewnością historia najmłodszego z braci Kurc – utalentowanego kompozytora Addy’ego (Logan Lerman), którego wybuch wojny zastaje w Paryżu. Addy nie jest w stanie zjednoczyć się z rodziną w Polsce, z którą traci kontakt na wiele lat swojej morskiej tułaczki.

Najpierw Addy próbuje przetrwać we Francji, ale szybko Niemcy wkraczają także do Paryża. Chłopak wyjeżdża więc na południe Francji i próbuje dostać się na Alsinę – ostatni statek, jaki ma wypłynąć z Francji do Brazylii. Po zdobyciu sympatii brazylijskiego dyplomaty udaje mu się uzyskać wizę i załapać na ten statek. Tam zakochuje się w zamożnej Żydówce z Węgier, która wraz z matką także pragnie uniknąć uwięzienia przez Niemców, ale szybko okazuje się, że nawet w ekstremalnych warunkach pieniądze mają znaczenie i sytuacja Addiego jest dużo gorsza niż jego ustosunkowanej wybranki.

Recenzja My Mieliśmy Szczęście, serial, We Were The Lucky Ones, Logan Lerman jako Addy Kurc

Gdy Addy myśli już, że jego problemy się skończyły, okazuje się, że statek nie płynie wcale do Brazylii, a zawija do portu w Senegalu. Tam Addy trafia do obozu pracy i dopiero po licznych przygodach, na pokładzie innego statku w końcu dociera do Rio de Janeiro. Ale w Rio nikt nie czeka na europejskich Żydów z otwartymi ramionami!

Warto wspomnieć, że twórcy serialu „My mieliśmy szczęście” zdecydowali się zatrudnić tylko aktorów pochodzenia żydowskiego do ról członków rodziny Kurców. A w finale ostatniego odcinka dostajemy także krótkie informacje o powojennych losach poszczególnych bohaterów serialu, którzy w większości osiedlili się na kontynencie amerykańskim.


Ogólna ocena serialu MY MIELIŚMY SZCZĘŚCIE  w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód):   7

Ocena: 7 na 10.


Odkryj więcej z SERIALOVO

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz