
Lucyna „Lucy Love” Liss to prosta polska dziewczyna z prowincjonalnego miasteczka, która staje się czołową gwiazdą niemieckiej porno-branży. Czy ta opowieść inspirowana karierą Teresy Orlowski ma potencjał, by stać się międzynarodowym hitem streamingu?
Oczywiście, że tak! Serial „Lady Love” na poziomie tzw. „logline”, czyli krótkiego, najczęściej jednozdaniowego opisu ma bardzo atrakcyjny temat. Któż by nie chciał obejrzeć serialu o pięknej Polce, która wyrywa się z szarego i opresyjnego PRL na przełomie lat 70/80-tych, ucieka na mityczny Zachód – do RFN i robi tam błyskotliwą karierę w branży filmów dla dorosłych? – Brzmi to przecież, jak materiał na murowany hit!
Słaby tytuł i bajka o Kopciuszku z PRL, który wybrał porno-księcia z RFN
Nie wiem, kto wpadł na pomysł tego bezpłciowego, generycznego tytułu „Lady Love”. Można było wymyślić wiele dużo bardziej błyskotliwych i nośnych tytułów, a wybrano taki, który – jak sądzę – może funkcjonować na całym świecie w takim samym brzmieniu (* choć odkryłem, że we Francji i Hiszpanii serial ma tytuł „Lady X”).
„Lady Love” to historia realizująca klasyczny motyw Kopciuszka, znany także chociażby z „Pretty Woman”. Lucyna Liss przechodzi drogę od biednej, nieogarniętej dziewczyny z prowincjonalnego miasteczka w opresyjnym PRL do królowej zachodnioniemieckiej branży porno dzięki małżeństwu z królem tej branży, Klausem Baronem.

Później jednak Kopciuszek wyrasta na samodzielną Królową, spychając Barona w cień, dzięki własnej odwadze, przedsiębiorczości i wyczuciu potrzeb rynkowych.
Czy historia Lucyny Liss wciąga?
Tak, pomimo wielu słabych rozwiązań scenariuszowych, to sama historia ciągle wydaje się interesująca i po obejrzeniu 4 odcinków mam ochotę oglądać ją nadal. Niemniej byłoby dobrze, gdyby scenarzyści nie pisali takich głupot, jak w pierwszym odcinku, gdy polski policjant wkracza do studia niemieckiej TV i niemal na oczach widzów zakłada Lucy Love kajdanki podczas trwania popularnego talk-show, którego ta jest gościem! Dawno nie widziałem czegoś tak niedorzecznego!
Cały wątek kryminalny z tym polskim policjantem – porucznikiem Witoldem Kamińskim (Michał Żurawski) jest średnio poprowadzony. Minął 4. odcinek, a ja cały czas nie wiem, o co właściwie oskarżona jest główna bohaterka i czego pan porucznik próbuje się dowiedzieć przesłuchując kolejne postaci z życia Lucyny Liss. Domyślam się, że pewnie dowiemy się tego w finałowym odcinku, ale w dobrych serialach twórcy stopniowo serwują widzom jakieś tropy.

Niby serial zagląda za kulisy porno-branży pod koniec XX wieku, ale jednak robi to dość pobieżnie. Na pozór wydaje się wręcz, że bohaterka złapała pana boga za nogi. I tylko ta krew płynąca z nosa Lucyny po wciągnięciu narkotyku przed sceną seksu – której świadkiem przypadkiem jest jej ojciec – przypomina, że jakąś cenę trzeba zapłacić.
Ach te lata osiemdziesiąte!
Specyficzna paleta kolorów, mocny make-up, nastroszone włosy lub tzw. „trwała”, watowane ramiona, kiczowate luksusy i zwierzęce futerko w roli dywanu – te znaki rozpoznawcze lat osiemdziesiątych serial „Lady Love” odhacza dość sprawnie.
Pierwszy sezon polskiego serialu „Rojst” (wyprodukowany dla niedziałającej już w Polsce platformy Showmax) pozostanie jednak dla mnie niedościgłym wzorcem, jak odtworzyć scenograficznie klimat lat osiemdziesiątych i schyłku PRL. W „Lucy Love” odnoszę wrażenie pewnej kreacji i ratowania się półśrodkami, wąskimi kadrami, oświetleniem i filtrami, by uzyskać ciekawy efekt, a dodatkowo te pojawiające się wstawki jakichś archiwalnych zdjęć mają chyba przykryć braki budżetowe na „wyczarowanie” solidnej scenografii, która pozwoliłaby na pokazanie bohaterów w szerszym kadrze, szczególnie w plenerach miejskiej przestrzeni.

Sceny rozgrywające się w polskiej rzeczywistości PRL aż nadto epatują biedą, brudem i rozkładem, z kolei niemieckie przestrzenie często wyglądają jakby pospiesznie wybudowano je na hali zdjęciowej i wystylizowano, by kapały kiczowatym luksusem.
Polsko-niemiecka obsada „Lady Love” daje radę
Anna Szymańczyk w roli Lucyny Liss balansuje na granicy groteski, ale na szczęście nie przekracza jej. Dość dobrze pokazała przemianę swojej bohaterki z zapyziałej dziewuchy zza żelaznej kurtyny w świadomą swojego sex-appealu kobietę, a na końcu – w pewną siebie, wygadaną i dowcipną bizneswoman.

W roli ojca Lucyny pojawia się Adam Woronowicz, któremu talentu komediowego nie można odmówić, ale czy akurat w tej roli powinien być postacią komiczną? Dorota Pomykała jako twarda Ślązaczka Cecylia „Cila” pomagająca Baronowi w księgowości jest całkiem przekonująca.
Niemiecki aktor Clemens Schick – którego znamy m.in. z roli Kapitana von Reinhartza w serialu Das Boot – wciela się w postać Klausa Barona, czołowego niemieckiego producenta filmów dla dorosłych i drugiego męża Lucyny Liss. Schick swobodnie oddaje całą moralną degrengoladę swojego bohatera, jest obleśny, brutalny i bezwzględny.
Kobiecym odpowiednikiem Barona jest Nina Star – w tej roli Lise Risom Olsen – wielka niemiecka gwiazda porno, która uchyla przed Lucyną drzwi do branży porno, ale dość szybko zostaje przez nią zepchnięta z piedestału.
Pomysł, by Ralph Kamiński (który pojawia się też aktorsko w ostatnich odcinkach serialu) nagrał nową wersję nieśmiertelnego dyskotekowego hymnu „Cheri Cheri Lady” grupy Modern Talking do tego serialu uważam za strzał w dziesiątkę!
Ogólna ocena serialu LADY LOVE w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 6

Dodaj komentarz