
Długo oczekiwany 2. sezon koreańskiego serialu Netflix pt. „Squid Game 2” usilnie stara się być czymś więcej niż tylko survivalowym torem przeszkód w oprawie horroru.
Po ogromnym globalnym sukcesie tego serialu, twórcy „Squid Game” mieli dwie możliwości planując drugi (i trzeci) sezon:
- Opcja 1 – odciąć kupony od sukcesu i zrobić „kopię” pierwszego sezonu przy jednoczesnym odcięciu się od bohaterów z jedynki, np. biorąc zróżnicowaną grupę nowych graczy i wprowadzając pewne zmiany i modyfikacje w samych grach.
- Opcja 2 – budować dalej na bazie już wykreowanych w jedynce wątków i bohaterów (którzy przeżyli) oraz pogłębić konteksty społeczne i psychologiczne gry.
Wybrano opcję nr 2. Zwycięzca gry z I sezonu – Seong Gi-hun (Lee Jung-jae), zawodnik nr 456 – poszukuje tajemniczych i zamaskowanych organizatorów gry, by pomścić śmierć współuczestników rozgrywki, w której zwyciężył.
Pierwszy i drugi odcinek „Squid Game 2” wynudziły mnie do granic wytrzymałości. Netflix tak długo pichcił ten drugi sezon, że można było oczekiwać, że będzie co najmniej ze dwa razy lepszy od „jedynki”, a tymczasem zaczęło się od ziewania i przeglądania Instagrama, by jakoś dotrwać do końca.
Zasada nr 1, gdy wracasz z nowym sezonem po 3 latach przerwy….
Twórcy seriali, które maja po kilka lat przerwy między sezonami powinni wziąć sobie do serca, że nikt nie zapamiętuje szczegółów serialu tak, by po 3 latach wszystko doskonale pamiętać. Dlatego mnogość odwołań do I sezonu w pierwszych odcinkach kompletnie mnie skołowała.
Dodatkowo jeszcze koreańska obsada sprawia, że czasem ciężko nam od razu identyfikować poszczególnych bohaterów, bo jednak nam osoby azjatyckiego pochodzenia wydają się mocno do siebie podobne.
W 3. odcinku w końcu zaczyna się gra…
„Czerwone, zielone”, czyli dobrze już znana „śmiertelna zabawa” z mechaniczną lalką, której laserowe oczy wykrywają ruch otwiera morderczą grę w „Squid Game 2”. Nasz dzielny zawodnik nr 456 oczywiście próbuje interweniować – ostrzega pozostałych uczestników, że przyłapani na najmniejszym ruchu zostaną bezwzględnie odstrzeleni przez obsługę… ale dopóki nie zginie pierwsza osoba nikt nie traktuje go poważnie.
I gdy pod wpływem wskazówek Seong Gi-hun’a gracze przyjmują skuteczną strategię przetrwania w tej grze, to jednak pojawienie się prozaicznej pszczoły doprowadza do krwawej jatki i odstrzelenia sporej liczby uczestników.

Nowe gry, te same ludzkie słabości
Każda kolejna gra jest już inna niż w pierwszym sezonie, choć nadal stanowią one wariacje na temat dziecinnych zabaw. Moim zdaniem gry w I sezonie były jednak nieco bardziej ekscytujące.
Wizja gotówki spadającej do transparentnej skarbonki podwieszonej pod sufitem za każdego „wyeliminowanego” gracza jak zwykle wyzwala w uczestnikach najniższe instynkty. Ludzie zaczynają kalkulować i przeliczać śmierć innych uczestników na własne długi.
Nowością dodaną w II sezonie jest głosowanie – kółko lub krzyżyk – które odbywa się po zakończeniu każdej gry, a wszyscy pozostali przy życiu uczestnicy mogą wówczas wyrazić swoją wolę pozostania w grze (wybierając kółko) lub zakończenia jej (krzyżyk). Jeżeli liczba głosów na „krzyżyk” przeważy, to organizatorzy mają ponoć pozwolić im odejść i podzielić zgromadzone pieniądze równo pomiędzy pozostałych przy życiu uczestników.
Nasz bohater oczywiście postanawia zrobić wszystko, by przekonać jak najwięcej osób do wybrania opcji „krzyżyk”, ale dziwnym trafem cały czas o włos zwyciężają zwolennicy walki o większą kasę. Cóż, ludzka chciwość i głupota nie znają granic, ale zapewne inni szatani byli tam czynni… Domyślamy się bowiem, że gracz nr 001 to tak naprawdę Lider całego projektu Squid Game i osoba, której tak usilnie poszukuje gracz nr 456.

Nowi gracze jako komentarz społeczny?
W Squid Game 2 mamy oczywiście świeżutki zestaw graczy. Siłą I sezonu był właśnie barwny zestaw graczy i nasze zgadywanie, którzy z nich odpadną szybko, a którzy dotrwają do końca. Twórcy musieli nieco podkręcić śrubę, więc w teraz wśród graczy mamy m.in.: młodą dziewczynę w zaawansowanej ciąży, jej ex-chłopaka YouTubera zaangażowanego w promocję kryptowalut, trans kobietę chcącą zdobyć pieniądze na kosztowną operację zmiany płci, zadłużonego hazardzistę i jego starą matkę, która chciała spłacić długi syna, popularnego rapera Thanosa uzależnionego od narkotyków i koreańską szamankę

Squid Game 2 ciągle pozostaje atrakcyjną dla oka postmodernistyczną zabawą gatunkową – thriller, horror, survival, kino akcji i dramat społeczny wymieszane tworzą wybuchowy koktajl. Wiadomo już, że to co Netflix udostępnił nam jako II sezon (7 odcinków) to tak naprawdę połowa nakręconego już materiału – drugą połowę dostaniemy w przyszłym roku jako III sezon i wówczas dowiemy się, jakie będą konsekwencje buntu graczy wznieconego przez zawodnika nr 456.
Ciągle jednak szokuje, gdy ludzie sprowadzeni są do roli „pionków” w grze zaprojektowanej jako rozrywka dla elit. Zbity pionek w zwykłej grze zostaje usunięty z planszy, ale pokonany „pionek” w Squid Game zostaje rozstrzelany i zapakowany do słodkiej trumienki przepasanej różową wstążką z wielką kokardą – całość wygląda jak ekskluzywne pudełeczko w jakim jubilerzy sprzedają ekskluzywne naszyjniki… A w II sezonie Squid Game pojawia się jeszcze sugestia handlu narządami pobranymi od zmarłych graczy.

Ogólna ocena serialu SQUID GAME 2 w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 6

Dodaj komentarz