SERIALOVO

, , ,

Netflix porwał się na „Sto lat samotności” G. G. Marqueza – hit czy kit?

Sto lat samotności, oryginalny serial Netflix, adaptacja książki Marqueza "Cien anos de soledad"

Serial „Sto lat samotności” (Cien años de soledad) to z pewnością jedna z najambitniejszych produkcji, jakie pojawiły się w 2024 roku na platformie Netflix.

Jestem mile zaskoczony, że amerykańska platforma streamingowa nie zbanalizowała, ani nie uprościła pogmatwanych i często mocno niepoprawnych politycznie losów rodziny Buendía.

Adaptacja, której miało nie być

Gabriel Garcia Márquez – kolumbijski pisarz i laureat literackiego Nobla – do końca swego życia nie wyrażał zgody na filmowe adaptacje swojej najważniejszej powieści „Sto lat samotności” z 1967 roku. Uważał, że jej skomplikowana (zaiste!) fabuła jest „nieprzekładalna” na język filmu. Ciekawe, czy zgodziłby się na 16-odcinkowy serial?

Po śmierci Marqueza w 2014 r. Netflix zaczął negocjować z synami pisarza i finalnie pozyskał prawo do adaptacji powieści na serial, ale pod warunkiem, że będzie on nakręcony w oryginalnym dla powieści języku hiszpańskim.

Serial podzielono na 2 „sezony” – po 8 odcinków w każdym. Od 11 grudnia 2024 r. możemy oglądać pierwszy „sezon” w Polsce. Dziś obejrzałem ostatnie dwa odcinki i mogę już podsumować moje wrażenia. Z pewnością formuła serialu pozwoliła dość wiernie przenieść na ekran całą zawartość fabularną powieści – nie ma tu wielu skrótów, pominięć czy brutalnych ingerencji w misterną konstrukcję losów siedmiu generacji rodu Buendia stworzoną przez Marqueza w powieści.

Realizm magiczny to wyzwanie!

Czytając „Sto lat samotności” każdy z nas jakoś tam sobie wyobraża te najbardziej wyraziste „magiczne” sceny i sytuacje opisane w powieści. Niektórzy – pewnie bardzo dosłownie, a inni biorą te sytuacje w nawias, traktując je trochę jak zwidy czy rojenia, ot taki tam latynoamerykański folklor.

Gdy trzeba jednak nakręcić taką scenę w adaptacji, to twórcy muszą już podjąć jednoznaczną decyzję i np. uwzględnić w scenie obecność aktora, który chwilę wcześniej zginął, a teraz pojawia się jako „duch”, albo literalnie pokazać księdza lewitującego 30 cm nad ziemią po wypiciu filiżanki czekolady. Twórcy serialu Netflixa zdecydowali się pokazać nam wszystkie „magiczne” momenty – niektórym może to przeszkadzać, ale taka przecież jest ta powieść.

Sto lat samotności, serial Netflixa, postać Aureliano Buendia na przestrzeni lat

Przyznaję, że pierwszy odcinek wydał mi się nieco teatralny i zbyt uczepiony powieściowego stylu narracji, ale z każdym kolejnym odcinkiem to wrażenie ustępowało. Ten serial zaczyna się jak mały, wąski strumyczek – opowieść o małżeństwie dwójki kuzynów José Arcadio Buendía i Úrsuli Iguarán – a później ten strumień rośnie, rozszerza się, by na końcu urosnąć do rozmiarów wielkiej delty rzecznej. To naprawdę kawał epickiego kina w serialowym opakowaniu.

Powtarzalność losów rodziny Buendía

Życie to krąg, w którym niczym następujące po sobie w stałych cyklach pory roku, tak i losy rodziny Buendía toczą się na przestrzeni lat w zaprogramowany sposób. Rodzą się kolejne dzieci, otrzymują te same imiona. Mają podobne problemy ze znalezieniem swojej drogi i kończą samotnie, niczym senior rodu przywiązany do wielkiego kasztanowca na patio rodzinnej rezydencji po tym jak uznano, że opuściły go zdrowe zmysły.

Recenzja serialu "Sto lat samotności" na Netflix, One hundred Years of Solitude. Najlepsze seriale 2024 roku

Mężczyźni rodu Buendia dziwnym trafem lgną cały czas do tej samej wróżko-prostytutki Pilar Ternery, która dostarcza familii Buendía kolejne niemowlęta z nieprawego łoża… Zaś kobiety Buendía mają tendencję do wchodzenia w kazirodcze relacje.

Macondo – od osady do sporego miasta

Twórcom serialu „Sto lat samotności” wspaniale udało się oddać rozwój Macondo na przestrzeni lat. Najpierw jest to niewielka osada – raptem kilka prostych lepianek – zbudowanych wśród tropikalnego lasu. Później liczba domów rośnie, ale same domy również się rozbudowują, pojawiają się ulice, pierwsze budynki użyteczności publicznej. Pod koniec 1. sezonu Macondo to już gwarne miasto zamieszkiwane przez kilkuset mieszkańców, ze sporą szkołą, barem i kościołem.

Podobno transformację przechodzi na naszych oczach dom rodziny Buendia, który w ostatnich odcinkach jest sporą, piętrową rezydencją z wielkim wewnętrznym patio.

Sto lat samotności, Cien anos de soledad, serial Netflixa, adaptacja Marqueza, recenzje seriali

Wojna liberałów z konserwatystami – i skąd my to znamy?

Serial „Sto lat samotności” dobrze też rymuje się z całkiem współczesną polaryzacją polityczną – w Polsce czy w USA. Zgrabnie pokazano jak liberałowie pięknie mobilizują się, by wygrać pierwsze wybory zorganizowane w Macondo, a konserwatyści bezczelnie kradną zwycięstwo fałszując wyniki.

Wybucha więc brutalna wojna domowa, która trwa tak długo i jest tak krwawa i wyniszczająca, że po latach nikt już do końca nie wie, o co walczy i dlaczego nienawidzi drugiej strony.

Production value na poziomie kinowym

Serial „Sto lat samotności” to ogromna produkcja, zrealizowana z dużym rozmachem. Miasteczko Macondo zbudowano od zera w regionie Tolima w Kolumbii w aż 4 stadiach rozwoju. Autorami tej robiącej wrażenie scenografii są Eugenio Cabarello (laureat Oscara za „Labirynt fauna”) oraz Bárbara Enríquez (nominowana wraz z Cabarello do Oscara za scenografię do filmu „Roma”).

Istotnym składnikiem tego serialowego dania jest również różnorodna i dobrze dobrana muzyka. Są tam dźwięki, które każdemu instynktownie kojarzą się z Ameryką Południową, Karaibami, ale też ciekawe wykorzystanie bębnów, piszczałek, czy nawet fragmentów znanych oper.

Zgodnie z życzeniem rodziny Marqueza serial jest produkcją na wskroś kolumbijską, a na pewno latynoamerykańską! W obsadzie próżno szukać znanych nazwisk – są to głównie kolumbijscy aktorzy, ale też zdolni amatorzy. Wybija się Marleyda Soto jako starsza Ursula.

Sto lat samotności, Cien anos de soledad, serial Netflix, Ursula, Úrsula Iguarán

Netflix już od dłuższego czasu nie rozpieszcza widzów serialami najwyższych lotów. Czasy, gdy to właśnie Netflix tworzył seriale, o których wszyscy rozmawiali i czekali na kolejne sezony, minęły…. a może jednak nie?

Dlatego pojawienie się „Stu lat samotności” wzbudziło moje obawy, czy aby na pewno będzie to realizacja odpowiadająca poziomowi powieści Marqueza. Po obejrzeniu wszystkich 8 odcinków pierwszego „sezonu” mogę ze spokojem stwierdzić, że Netflix dowiózł! Czekamy więc na drugą, finałową partię odcinków, a tymczasem „Sto lat samotności” ląduje na wysokim 7. miejscu w naszym rankingu TOP 40 najlepszych seriali roku 2024!


Ogólna ocena serialu STO LAT SAMOTNOŚCI w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód):   7.5

Ocena: 7.5 na 10.


Odkryj więcej z SERIALOVO

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.