
„Diuna: Proroctwo” to trochę taka „Gra o tron” osadzona w dalekiej przyszłości w międzyplanetarnej przestrzeni.
Jeśli lubicie walki wysokich rodów o panowanie nad wszechświatem, piętrowe spiski, tajne stowarzyszenia i ciemne moce wymykające się spod kontroli, a wszystko to opakowane w mroczną, nieco postapokaliptyczną estetykę, to nowy serial MAX powinien przypaść Wam do gustu.
Nie trzeba być fanem sci-fi…
Zacznę od tego, że nie czytałem książek z uniwersum „Diuny”, nie jestem też zakręconym fanem epickiego sci-fi. Oglądałem oba nowe filmy Denisa Villeneuve i uważam, że są całkiem strawną rozrywką, w której oczywiście można doszukiwać się dodatkowych znaczeń i odniesień, ale można też z satysfakcją konsumować ją na tym najbardziej powierzchownym poziomie. Oceniam zatem serial „Diuna: Proroctwo” bez odnoszenia się do uniwersum „Diuny” z prozy Franka Herberta. Ot po prostu pojawił się na platformie MAX nowy serial sci-fi – zobaczmy, co to takiego!

„Diuna: Proroctwo”, czyli 10 000 lat wcześniej niż wydarzenia z filmów
Serial koncentruje się na genezie tajemniczej i potężnej kobiecej organizacji Bene Gesserit, która pojawia się w książkach z cyklu „Dune”. Serial MAX jest więc prequelem w stosunku do filmów „Diuna” z Timothée Chalamet w roli głównej, a jego akcja osadzona jest około 10 000 lat wcześniej.
Zanim powstało Bene Gesserit istniał swego rodzaju zakon „prawdomówczyń”, a jego przedstawicielki cieszyły się powszechnym szacunkiem i były desygnowane na poszczególne dwory wysokich rodów, by służyć im radą i pomocą w identyfikowaniu kłamstw i fałszu.
Badania DNA, mieszanie genów i inne sekrety Bene Gesserit
Ale jak pokazuje serial „Diuna: Proroctwo”, nieco głębiej pod tym „zakonnym habitem” tkwiła jeszcze jakaś supertajna misja z gatunku genetycznego programowania. Założycielka stowarzyszenia – niejaka Raquella Berto-Anirul – chciała kontrolować, przewidywać i planować kto z kim powinien się chajtać w ramach wysokich rodów.
Chodziło ponoć o dobro ludzkości, by przypadkiem z jakiejś nietrafionej koligacji nie narodził się władca, który urwie się siostrom zakonu ze smyczy. OK, to była taka moja „luźna” interpretacja, bo oczywiście w serialu jest dużo niedopowiedzeń i ciężko stwierdzić, co tam się dokładnie odjaniepawla!
Emily Watson to prawdziwa gwiazda tego serialu!
Obecnie na czele „prawdomówczyń” stoją dwie siostry wywodzące się z okrytego niesławą rodu Harkonnenów. Są to Matka Przełożona Valya Harkonnen (Emily Watson) oraz Tula Harkonnen (Olivia Williams). Tylko one znają sekretną „genetyczną” misję, którą Raquella przekazała Valyi na łożu śmierci i zrobią wszystko, by ochronić zakon i przyszłość ludzkości przed ciemnymi siłami, które zalęgły się na dworze cesarza Javicco Corrino (Mark Strong).
Valya Harkonnen to urodzona, charyzmatyczna liderka, ale potrafiąca też w te małe polityczne gierki. Muszę przyznać, że obsadzenie Emily Watson w tej roli to był genialny pomysł. Ta aktorka potrafi wzbudzić respekt jednym spojrzeniem, ale też pokazać strach i przerażenie, gdy ktoś niespodziewanie przewyższa jej tajemne moce.

Emily Watson to doświadczona aktorka teatralna, mająca na koncie także 2 nominacje do Oscara i doceniane przez krytyków role w ambitnych filmach – dla mnie zawsze pozostanie w pamięci jako Bess w filmie „Przełamując fale” (Breaking the Waves) Larsa von Triera. W serialach Watson grywa rzadko – błysnęła głównie drugoplanową rolą w serialu „Czarnobyl”. W Diunie wreszcie ma dużo przestrzeni, by pokazać nam swój talent.
Miał być ślub…
A wszystko zaczyna się, jak w bajce dla dzieci – Księżniczka Ynez, córka cesarza Javicco Corrinho, ma wyjść za mąż. Matka Przełożona Valya wydumała, że najlepiej dla ludzkości będzie, jeśli Ynez chajtnie się z dużo młodszym, bo zaledwie 9-letnim Pruwetem Richese. Zgodnie z tajnymi badaniami DNA prowadzonymi przez Valyę, ten ślub ma ustabilizować linię genetyczną rodu Corrinho na pokolenia do przodu i umocnić ich kontrolę nad pustynną planetą Arrakis, gdzie znajdują się bezcenne złoża „przyprawy”.

Niestety misterny plan Naczelnej Prawdomówczyni bierze w łeb, bo na dworze cesarza pojawia się niejaki Desmond Hart (Travis Fimmel) – istne zło wcielone, który uśmierca niedoszłego, 9-letniego pana młodego… To właśnie pokonanie Desmonda stanie się głównym wyzwaniem, przed którym stanie Siostra Przełożona.

Ogólna ocena serialu DIUNA: PROROCTWO w skali 1-10 (*gdzie 1 – dno/badziewie, a 10 – cud/miód): 7

Dodaj komentarz